AIRBOT.NET LOGO
  ° Forum ° Odpowiedz ° Statystyki ° Rejestracja ° Szukaj °

AIRBOT.NET - FORUM / Edukacja Domowa / Połączyć niepołączalne!
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
henat
Użytkownik

# Posted: 26 Kwi 2010 10:18
Odpowiedz 


W wątku poświeconym dziecku zafascynowanym szkołą, zderzyliśmy się z szerszym problemem,
możliwości łączenia różnych form edukacji szkolnej i domowej (hybryda).
Czy w ogóle jest do pogodzenia homeschooling ze schoolingiem (homskuling ze skulingiem – wygląda fatalnie. Przyjmę analogie do audiobooka)?
Wszystko zależy od założonych definicji. Paradoksalnie im bardziej merytoryczne stanowisko przyjmiemy, tym to łączenie będzie łatwiejsze. I tak, począwszy od najprostszych, formalnych określeń (nauczanie własnych dzieci w domu; przejęcie obowiązku edukacyjnego przez rodziców), takie połączenie nie wydaje się możliwe. Albo dom albo szkoła. Albo rodzic albo nauczyciel.
Wtedy jednak to raczej szkoła zagląda do domu. Edukator staje sie nauczycielem. Pojawia się nauczanie indywidualne. Realizujemy program szkolny ze wszystkimi konsekwencjami (ściślej – ograniczeniami). Nie ma mowy o podążaniu za uczniem, potrzebami dziecka, miejsca na samodzielność.
Jeśli jednak "plwamy na skorupę" i odchodząc od formalnych/zewnetrznych przejdziemy do zasadniczych cech homeschoolingu, połączenie staje się – o paradoksie – możliwe.
Indywidualizm, przygoda intelektualna, rodzinna podróż poznawcza może mieć jako swój przystanek również szkołę. Jako fragment poznawanej rzeczywistości (na zasadach równych muzeum, bibliotece, fabryce, drużynie harcerskiej) . Warunkiem jest oczywiście zastąpienie relacji "szkoła-uczeń" przez "szkoła-obserwator" – gdzie rodzic pozostaje cały czas przewodnikiem. Ale to jest chyba straaaasznie trudne.
Jeśli wolno pokazać się z własnym zdaniem, to mnie osobiście te pierwsze nie interesują (rozumiem i szanuję powody, dla których niektórzy rodzice podejmują). Gdybym miał realizować li tylko obowiązek szkolny w domu, to już niechaj to czyni – za moje podatki – szkoła. Rolą rodziców będzie wtedy uzupełnianie,stworzenie odpowiedniego wspomagania/ przeciwwagi wad schoolingu . Szkół dostatek – wybór ogromny!

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 26 Kwi 2010 13:05
Odpowiedz 


Panie henat, ależ Pan ten dylemat zawile przedstawił ;)

karen
Użytkownik

# Posted: 26 Kwi 2010 15:52
Odpowiedz 


Henat pisze: „Nie ma mowy o podążaniu za uczniem, potrzebami dziecka, miejsca na samodzielność.” A dlaczego nie? Czy sa po temu jakies specjalne powody? Przeciez nawet przy „tepym” przerobieniu materialu szkolnego w metodzie 1:1 zamiast 1:30, czyli tak, jak ucza sie niektorzy HSs (w krajach/stanach, gdzie wymagany jest sztywny plan) pozostaje duzo wiecej czasu/ochoty na indywidualne odkrywanie swiata przez dziecko, nie mowiac o czynniku psychologicznym (mniejszy stres, brak presji grupy, unikanie pewnych wzorcow w kluczowych momentach rozwoju), wychowawczym (lepszy kontakt z dzieckiem, wiecej mozliwosci wpojenia pozadanych wartosci moralnych/etycznych), itd. Lwia czesc amerykanskich HSs edukuje w domu ze wzgledu na „virtue” a nie na „rozwijanie wewnetrznego geniusza dziecka”. Panskie poglady wydaja mi sie bardzo „roussowskie” (czy to tak sie pisze??? Od JJ Rousseau), Pomijajac fakt,ze niektorzy EDukatorzy moga sie sprzeciwiac takiemu podejsciu ze wzgledow religijnych/swiatopogladowych/politycznych (niech zyje indywidualnosc!), itd., to wlasnie Rousseau ( i jego kontynuatorzy jak np.Pestalozzi, Froebel, Dewey) uksztaltowali ideologiczne oblicze WSPOLCZESNEJ zachodnioeuropejskiej /amerykanskiej SZKOLY, z ktorej tak jestesmy niezadowoleni! Czyzby ich wzniosle idee z naciskiem na pelna wolnosc jednostki, spontanicznosc wyrazu i samodzielnosc byly niewykonalne w realu (moim zdaniem tak wlasnie jest ale otwieram sie na dyskusje)? Jak we wszystkim beda zwolennicy prawicy, lewicy oraz centrum (ja). I to jest fajne w ED.

Healthy
Użytkownik

# Posted: 26 Kwi 2010 21:42
Odpowiedz 


Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego dlaczego zaczęliśmy ED. Poznałam kilka polskich rodzin edukujących w domu i każda z nich miała inny powód rozpoczęcia ED - czy to nie jest ciekawe? I od tego powodu zależy czy można współpracować ze szkołą i w jakim zakresie. Od tego zależy także to, w jaki sposób organizujemy nasze domowe nauczanie/uczenie się.

Ponieważ jestem odpowiedzialna za rozpoczęcie dyskusji o hybrydzie, więc chciałabym tutaj nieco rozwinąć ten temat. Jak to jest w Polsce? Ano tak, że część dzieciaków uczących się w domu korzysta z wielu aktywności organizowanych przez kogoś innego niż rodzice: jakiegoś harcerstwa (osobiście znam 5 dzieci w Polsce uczących się w domu i będących harcerzami), z jakiegoś klubu sportowego, baletu, zespołu muzycznego, klubu modelarskiego, chóru kościelnego, czy wreszcie niektóre chodzą na uniwersytety dziecięcy itd. można by wymieniać dłużej. Czasami te aktywności są prowadzone przez szkołę. Jeżeli są prowadzone dobrze i nasze dziecko chce z tego korzystać - to dlaczego by nie. Dla samej idei, że "jak w domu, to w domu"? Jeżeli to ma być jedyny powód to chyba nie warto.

Kolega Amerykanin opowiadał mi, że u nich mają dokładnie odwroty problem z rodzinami ED, bo oni chcą "za bardzo korzystać" np. w orkiestrach (a przecież taki instrument kosztuje Inny kraj, inne spojrzenie na sprawę, inne problemy.

Ja akurat jestem zwolenniczką "wolności" - czyli każdy z nas sam musi dokonać wyboru, w jaki sposób u niego w domu ma funkcjonować szeroko pojęta edukacja młodszego pokolenia.

pozdrawiam
Halina

renata_s
Użytkownik

# Posted: 26 Kwi 2010 23:10
Odpowiedz 


Wyważanie otwartych drzwi. Zajrzyjcie sobie na stronę tej szkoły:

http://pklo.lublin.pl/sins/foto-prezentacja-systemu/

Uważam, że prowadzący tę szkołę mają naprawdę dobrze poukładane w głowie. A przy okazji oferują pomoc dla ED.

http://pklo.lublin.pl/e-learning/e-gimnazjum/
http://pklo.lublin.pl/e-learning/e-liceum/

karen
Użytkownik

# Posted: 27 Kwi 2010 09:12
Odpowiedz 


Rzeczywiscie, oferta wydaje sie byc bardzo ciekawa. Oby wiecej takich szkol, to kazdy znajdzie cos dla siebie. Bardzo dziekuje za linka!

JacekKupras
Użytkownik

# Posted: 27 Kwi 2010 09:22 ° Edytowany przez: JacekKupras
Odpowiedz 


Czy prócz Sawickich i tego co wyżej, znacie więcej "otwartych drzwi"? Może przydałby się wątek będący bazą szkół przyjaznych i wspomagających w ED?
ps. Zapomniałem podziękować za linka.

JacekKupras
Użytkownik

# Posted: 27 Kwi 2010 10:53 ° Edytowany przez: JacekKupras
Odpowiedz 


wszystko zależy od tego dlaczego zaczęliśmy ED
Jak w głębi serca definiujecie i patrzycie na ED?
Ja patrzę na nią jak mechanik na samolot. Z pilotem mogę się nie dogadać, bo on mi będzie nawijał o romantyzmie lotu. Niektórym pilotom zazdroszczę, inni mnie niepokoją - mam wątpliwości czy ich samoloty gdziekolwiek dolecą.
Dla mnie ED to przede wszystkim ogół metod, środków i narzędzi umożliwiających rodzicowi bez przygotowania nauczycielskiego lecz o odpowiednich predyspozycjach psychicznych samodzielne wykształcenie potomka z jak najmniejszą pomocą osób trzecich. Albo ten "ogół" się ma, albo nie. A wówczas życie wymusza na nas kompromisy. Wydaje mi się, że na każdym z nas.
ps. słowo kompromisy proszę traktować neutralnie. Oczywiście niektóre z tych kompromisów mogą być złe. Inne natomiast będą wskazane lub wręcz niezbędne.

henat
Użytkownik

# Posted: 27 Kwi 2010 14:51
Odpowiedz 


Nie przepadam, gdy na "zagajenie" dostaję odpowiedź o "wyważaniu otwartych drzwi", ale tym razem ma to swoje niebłahe podstawy. Dzięki Pani renato_s za pokazanie owej szkoły!
Jest co prawda inny - bardzo istotny - aspekt, który chciałem podjąć w tym wątku (i postaram się to uczynić niebawej - piszę z doskoku), lecz jeśli chodzi o możliwość kształtowania relacji ED - szkoła, ta propozycja wygląda niezwykle zachęcająco.
Jeszcze raz dzięki.

karen
Użytkownik

# Posted: 27 Kwi 2010 17:45
Odpowiedz 


Jak w głębi serca definiujecie i patrzycie na ED? Ja chce to robic ze wszystkich 3 powodow, ktore podalam w poprzednim poscie: psychologicznego, wychowawczego i edukacyjnego. W tej chwili dominuje aspekt wychowawczy (Madzia jest jeszcze mala), poniewaz jestem zaniepokojona zachowaniem dzieci w jej wieku (i "bezsilnoscia" ich rodzicow), jakie obserwuje w swoim srodowisku (a nie sa to tzw. rodziny patologiczne, czasami, wrecz odwrotnie). Moze dlatego nie mam az takich oporow przed "hybrydami" edukacyjnymi (tzn. nie mam oporow przed szkola jako srodowiskiem stricte edukacyjnym). Z czasem aspekt edukacyjny wezmie gore i wtedy na nowo zdefiniuje dla nas ED.

JacekKupras
Użytkownik

# Posted: 28 Kwi 2010 10:05
Odpowiedz 


1. zastąpienie relacji "szkoła-uczeń" przez "szkoła-obserwator" – gdzie rodzic pozostaje cały czas przewodnikiem
2. Ale to jest chyba straaaasznie trudne.
3. Rolą rodziców będzie wtedy uzupełnianie,stworzenie odpowiedniego wspomagania/ przeciwwagi wad schoolingu .
Tak właśnie to wygląda u mnie.
ad. 2 Być może - na razie pojęcia nie mam. Syn dopiero kończy podstawówkę. W piątej klasie był badany przez psychologa, potem nie miałem możliwości przeprowadzenia w sposób neutralny jakichkolwiek mierzalnych testów. Ogólnie biorąc - te obszary, gdzie szkoła miała "miała przewagę" - średnio. Te obszary, gdzie ED w naszym wykonaniu miała miejsce - mocno odstaje od średniej w górę. Dodatkowo jednak babka która przeprowadzała badanie zaczęła przyglądać się inteligencji emocjonalnej młodego. Jej zdaniem jest tak:
No, ale to było rok temu. Jak jest teraz - nie jestem pewien. To wszystko się dynamicznie zmienia. Przyszłość nigdy nie jest określona.

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 28 Kwi 2010 13:04
Odpowiedz 


Po ponownym przegryzieniu się przez zagajenie henata dodam swoje trzy grosze. Henat ma po prostu na myśli, o ile dobrze rozumiem, bardzo konkretny model homeschoolingu, jakim jest unschooling. Mnie ten model idealnie odpowiada i póki co udaje mi się go realizować, ale nie mam pojęcia, jak długo. Innymi słowy, widzę to dobrze do poziomu mniej więcej 3 klasy szkoły podstawowej. Później, boję się, mogą zacząć się schody związane z wymogami programu. Ale może też się okazać, że moje unschoolowane dziecko zakres programu niezbędny do zaliczenia egzaminu na trójkę opanuje mimochodem i w tzw. międzyczasie i może nawet uda się tą metodą dociągnąć do gimnazjum. Nie wiem tego i nie dowiem się przed upływem kilku lat, ale humanizm tej wizji przemawia do mnie.

@JacekKupras. "Dla mnie ED to przede wszystkim ogół metod, środków i narzędzi umożliwiających rodzicowi bez przygotowania nauczycielskiego lecz o odpowiednich predyspozycjach psychicznych samodzielne wykształcenie potomka z jak najmniejszą pomocą osób trzecich." Widzę to zupełnie inaczej. Pozostając w konwencji tej definicji, dla mnie ED to ogół metod, środków i narzędzi umożliwiających dziecku samodzielne wykształcenie się z dowolną pomocą osób trzecich. Moim zdaniem, w ED nie chodzi o to, czego my nauczamy, ale czego dziecko się uczy - to wcale nie musi być od nas, przy nas i na wyznaczonych przez nas zasadach. JASNE, jestem za propozycjami, stwarzaniem sytuacji, które wnoszą w świat dziecka nowe elementy, budowanie więzi społecznych i przygodnych kontaktów, które wprowadzają w świat dziecka nowych ludzi, rozbudowywaniem domowej biblioteki i mediateki, dostarczaniem zasobów, inspiracji, otwieraniem możliwie dużej liczby nowych możliwości (na miarę własnych sił i środków), ale ostatecznie to dziecko powinno być - moim zdaniem, które przecież nie jest żadną obowiązującą prawdą - w centrum ED.

Na razie mam niewiele doświadczeń, co często podkreślam, Jasiek ma dopiero 6 lat, ale piszę to, bo 1/ moja pewność siebie nieco wzrosła po otrzymaniu peanów z poradni na temat mojego syna, którego niczego systematycznie nie uczę, 2/ widzę, jak ogromne możliwości sabotowania nauki ma dziecko, które nie chce się czegoś nauczyć i jak ogromną przepaść między tym, co jest w podręczniku a tym, co "powinno" znaleźć się w głowie dziecka może stworzyć jego brak zaangażowania. I też mam takie poczucie jak henat, że jeśli to ja mam mu zacząć sterczeć nad głową i wbijać młotkiem tę sabotowaną wiedzę do głowy, to może lepiej niech się znęca ktoś inny, a ja ograniczę się do przyjemnego spędzania czasu z dzieckiem poza szkołą.

karen
Użytkownik

# Posted: 28 Kwi 2010 17:10
Odpowiedz 


A ja uwazam akurat dokladnie odwrotnie niz Pani Dorota Poniewaz pierwsze 3 lata szkoly/ED to glownie nauka "skills" (czytanie ze zrozumieniem, podstawy pisania i arytmetyki oraz proste zrozumienie otaczajacego nas swiata) uwazam,ze moje dzieci powinny sie ich uczyc pod wlasciwym kierunkiem-efektywnie i starannie. To tez okres wpajania pewmych nawykow. Paradoksalnie, potem bylabym sklonna popuscic i bardziej unschoolowac niz na poczatku. Byc moze wplyw na moja opinie ma 1. charakter(ek) mojej corki, ktora i tak glownie robi, co chce, (no powiedzmy 90% czasu), 2. doswiadczenia dzieci znajomych i przyjaciol,z ktorych wiekszosc chodzi to tzw. "wolnych" szkol (Waldorf, Montessori, Kreativ, Flex i jak je tam wszystkie zwia). Skutki sa takie, ze owszem, dzieci te sa bardzo pewne siebie i (nadmiernie, moim zdaniem) nastawione na "fun",za to z mysleniem, oj, cieniutko, nie mowiac o bon tonie, co akurat dla mnie wazne. Ktos zakrzyknie,ze nie mozna utozsamiac progresywnych szkol z unschoolingiem ale dla mnie to ta sama filozofia. Ale nie jestem tez za "wbijaniem": czytac, jezdzic na rowerze a takze (prawie) plywac nasza corka nauczyla sie rzeczywiscie sama!

JacekKupras
Użytkownik

# Posted: 28 Kwi 2010 18:34
Odpowiedz 


A ja uważam, że każde z nas ma rację Po prostu nasze definicje uzupełniają się.
Definicje ustala się zawsze w jakimś celu i z reguły są one jakąś "protezą" rzeczywistości.
Pisząc o "narzędziach i metodach umożliwiających samodzielne wykształcenie potomka z jak najmniejszą pomocą osób trzecich" chciałem wyłącznie podkreślić specyficzne cechy tych narzędzi i metod dających rodzicowi jak największą niezależność. ... Psiakrew, ciężko mi to zdefiniować, więc może opisowo:
Dość często przeglądam amerykańskie materiały adresowane do "informal educators". Z reguły są one zredagowane w bardzo specyficzny sposób: już na pierwszych stronach bardzo precyzyjnie są określone kompetencje, które kształci u dziecka dany materiał oraz grupa wiekowa dla której mogą być stosowane. Dość często są to kompetencje, które amerykanie określają mianem 21 Century Skills:
http://www.p21.org/index.php?option=com_content&task=view&id=254&Itemi d=119
Często taki opis ma formę tabeli. Ćwiczenia czy eksperymenty opisane są w oparciu o materiały które można znaleźć "pod ręką". Wreszcie specyficzny styl - unikanie specjalistycznej terminologii metodologicznej. Od razu widać, że te materiały specjalnie redagowane są tak, by poradził sobie z nimi człowiek nie będący metodykiem. Ich system wspomagania ED jest bardzo przyjazny, co jest oczywiście wynikiem większej jego dojrzałości wynikającej z czasu. Przez to jest bardziej egalitarny.
Przepraszam, jęśli jestem trochę chaotyczny.
Ale przynajmniej link do "skillsów" który dałem wyżej się przyda

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 29 Kwi 2010 10:03
Odpowiedz 


Od pewnego czasu ciągle myślę o tym jak to powinno być z tą edukacją, opinii jest tyle, ile osób na tym forum. Do tej pory wypowiadały się głównie osoby, które praktycznie nie mają jeszcze doświadczeń ze swoimi dziećmi w ED, w polskim systemie. Wszystko pozostaje w sferze wyobrażeń. Jestem bardzo ciekawa opinii rodziców starszych dzieci.

Moje motywacje do podjęcia ED były podobne do tych, o których pisze karen.

Podjęłam się tego zadania ponieważ:
1. zauważyłam negatywny wpływ środowiska na moje dziecko (np.brak szacunku do starszych)
2. straciliśmy relację z synem (był tak zestresowany i zmęczony, że nie miał już siły ani ochoty rozmawiać)
3. znacznie spadła jego samoocena
itp...

Tak więc uczymy w domu głównie ze względów psychologicznych i wychowawczych, co nie przeszkadza nam osiągać również niezłych efektów edukacyjnych.

Realizujemy program szkolny ze wszystkimi konsekwencjami (ściślej – ograniczeniami). Nie ma mowy o podążaniu za uczniem, potrzebami dziecka, miejsca na samodzielność.

Tak to u nas wygląda, niestety. Jednak na więcej mnie nie stać z następujących powodów:
1. jest to ponad moje siły
2. wychowujemy 5 dzieci w wieku 3-12 lat
3. mamy sporo zajęć pozadomowych i nie możemy się oddać jedynie "podążaniu za potrzebami dziecka".

Jest mi przykro kiedy ktoś deprecjonuje moje wysiłki, mówiąc, że w takim wypadku lepiej posłać dziecko do szkoły. Na pewno nie lepiej! Dziecko po kilku godzinach w szkole jest tak wykończone, że można zapomnieć o kształceniu w domu. Posyłając swoją córkę w tym roku do szkoły miałam właśnie takie plany - w szkole nacieszy się towarzystwem koleżanek (niczego nowego oczywiście się nie nauczy, bo wszystko już umie), a w domu będziemy pracować. Plan wydawał mi się genialny W praktyce wygląda to tak, że wraca z podkrążonymi oczami i pada na kanapę, i marzy tylko, by pooglądać telewizję, ew. w grę może wchodzić komputer...

. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź
Pogróbiony  Kursywa  Podkreślenie  Obraz  Link  Wyłącz BB code *Co to takiego?
:) ;) :up: :down: :lol: :confused :cool: :sad: :shame: :smirk: :tongue: ... Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać wiadomości. Podaj poprawnie swój login i hasło, lub najpierw się zarejestruj.
 

Reklama i Sponsorzy:
Wydawnictwo Świat Baśni, well-com, angielski dla firm, fotograf ślub kraków, szkolenia integracyjne, Programy iPhone/iPad
Wygenerowane przezminiBB forum software © 2001-2010 projektowanie stron system cms jakub wisniewski weblog