AIRBOT.NET LOGO
  ° Forum ° Odpowiedz ° Statystyki ° Rejestracja ° Szukaj °

AIRBOT.NET - FORUM / Edukacja Domowa / Czy komuś udaje się edukacja domowa?
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
henat
Użytkownik

# Posted: 3 Lut 2010 14:35
Odpowiedz 


Na wstępie chciałbym się zastrzec: to nie jest prowokacyjna wrzutka lecz jak najpoważniejsze pytanie.
Śledzę blogi edukatorów, czytam wypowiedzi na forum, staram się docierać do wszelkich informacji.
W idei homeschoolingu zafascynowała mnie zasada poznawania świata zgodnie z naturalnymi potrzebami i zainteresowaniami wychowanka. Że robimy tylko to co aktualnie nas ciekawi. Tak długo i w takim zakresie w jakim odpowiada osobowościom edukatora i edukowanego.
Wspaniały przykład (przytoczony bodaj przez mamumilu) muzyka, który dopiero w 16 roku życia nauczył się czytać, przemawia do wyobraźni. Nie trzeba sięgać do Brina.
Dlatego zastanowiła mnie ranga, jaką przywiązuje część uczących w domu do ocen jakie dzieci otrzymują z egzaminów szkolnych.
Dlatego bardzo jestem ciekaw praktyki w Polsce.
Edukujecie czy nauczacie indywidualnie? Ile homeschoolingu a ile szkoły w domu? Czy konieczność zdawania egzaminów szkolnych nie uniemożliwia rzeczywistej ED?

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 3 Lut 2010 18:42 ° Edytowany przez: jurgielajtis
Odpowiedz 


Muszę z przykrością stwierdzić, że nam konieczność zdawania egzaminów zupełnie uniemożliwia ED z prawdziwego zdarzenia.
Musimy korzystać z podręczników narzuconych nam przez szkołę, wypełniać skrupulatnie zeszyty ćwiczeń, które są oceniane przez nauczycieli. Tracę mnóstwo czasu na sprawdzenie ich przed oddaniem do szkoły, bo ocena za zeszyt często jest wliczana do średniej na koniec roku. Zazwyczaj siadamy do lekcji od poniedziałku do czwartku między 9 a 10 rano i przerabiamy kolejne lekcje. Z przerwami trwa to do 14.00. Później syn jedzie na zajęcia dodatkowe - 2 razy angielski, keyboard, perkusja (nowa pasja). Wieczorem 2 razy w tygodniu basen (dla kondycji). I w ten sposób nie ma już czasu na ED.

Bardzo chcemy od przyszłego roku zapisać się do szkoły w Krzyżówkach. Mam nadzieję, że to coś zmieni, kto wie...

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 3 Lut 2010 19:06
Odpowiedz 


Ostatnio zauważyłam, że moje dziecko nie pamięta zbyt wiele z tego, czego uczyło się w tamtym roku. Mimo że zaliczyło wszystko świetnie.
Jeśli chodzi o oceny, to pewnie to głupie ale nie jestem w stanie zupełnie nie przywiązywać do nich wagi. Ktoś powiedział mojemu synowi, że jeśli nie będzie chodził do szkoły, to będzie niedouczonym idiotą. Po takich słowach miło było przynieść z egzaminów piątki i szóstki

MonikA
Użytkownik

# Posted: 3 Lut 2010 23:17
Odpowiedz 


Niestety muszę potwierdzić słowa jurgielajtis - w Polskim systemie ta czysta edukacja domowa jest niemożliwa. Na szczęście nas tak nie cisną i żadnych zeszytów nie musimy oddawać do ocenzurowania, ale konieczność zdania egzaminów stawia przed nami bardzo konkretne wyzwania - w postaci konkretnego materiału do przerobienia. Jestem baaardzo daleka od "przerabiania" każdej strony ćwiczeń czy podręcznika w kolejności, w jakiej dzieje się to w szkole, ale co jakiś czas tam zaglądamy, żeby zobaczyć, w którą stronę mamy iść. Mamy jednak mnóstwo innych książek i książeczek z wiedzą, ale i z ćwiczeniami, z których czerpiemy. Jak znudzi się dzieciom jakaś książka, biorą inną, np.z ortografii. Generalnie stawiam na to, żeby umieli korzystać ze źródeł, czyli żeby wiedzieli, gdzie szukać tego, co im jest potrzebne lub co ich interesuje, np. synek w 3 klasie zagląda od czasu do czasu do tablic geograficznych (gdy jego rówieśnicy niejednokrotnie nie wiedzą, że takowe istnieją). Choć oczywiście pierwsze skojarzenie, gdy czegoś nie wiedzą to internet...
w zakończeniu stwierdzę tylko, że raczej nauczam indywidualnie niż pozwalam na samoedukację, choć próbujemy każdego dnia mieć punkt pt. zajęcia własne. Ale to tylko punkt. Nie da się w tym systemie zrobić więcej - przynajmniej ja na razie tego nie widzę.

belfer67
Użytkownik

# Posted: 4 Lut 2010 08:52
Odpowiedz 


Nie sądzę, żeby w jakimkolwiek systemie samoedukacja w takim prawdziwym słowa znaczeniu była możliwa. Bo dla każdego oznaczałaby co innego. Ktoś, kto ceni sprawność manualną zajmowałby sie głównie pracami ręcznymi, inny wolałby tylko i wyłacznie sprawnośc językową, więc nauki scisłe odeszłyby do lamusa. Jest podstawa programowa, którą trzeba zrealizować i jest to taki drogowskaz. Dla nas nie stanowi problemu program i podręcznik. Wręcz przeciwnie - Edyta nauczyła sie nim posługiwać do tego stopnia, że niepotrzebne nam zeszyty do notatek, bo i po co. Realizujac dany temat Edyta podkreśla w podręczniku najważniejsze informacje - w ten sposób uczy się wybierać to co istotne. Podręcznik staje się więc narzędziem. Oczywiście dochodzą inne materiały i źródła, ale pomijając jakość i merytoryczność podręczników - jest to jakiś element przewodni. Gdyby dana była nam możliowść samoedukacji bez narzucania ram Edyta z pewnością nigdy nie sięgnęłaby po matematykę, fizykę, chemię czy biologię. Nie wiem, czy potrafilibyśmy drodzy edukatorzy bez pewnych wskazań wybrać sami to, co jest istotne (chociaż zgadzam się w pełni, że nasze programy to często stek przeładowanych bzdur). Można samemu pokusić się o stworzenie programu autorskiego, ale i tak trzeba go oprzeć o podstawę programową. Zamiast więc tracić energię na coś niepotrzebnego lepiej wykorzystać gotowce, a jak się zrobi to co trzeba - można robić to co się lubi - tak jak w życiu.
Ja już pisałam, że my nie edukujemy dla ocen - gdyby tak było rzucilibyśmy ED po pierwszym roku - wtedy Edyty średnia wynosiła 3,4. Teraz mamy 4,62 i to cieszy, bo człowiek, nie oszukujmy się, to taka istota, która uwielbia jak się ją docenia i "maże lukrem". Ale nawet gdyby było 3,0 nie zmienilibysmy decyzji, bo dal nas ED to naprawdę przede wszystkim sposob na lepsze życie, bez żadnych ideologii.
Przyjmując zasadę, że w życiu nigdy nie robi się tylko i wyłacznie tego co się chce, cieszmy się z tego, że możemy robić więcej niż inni. Kiedy nasze dzieci dorosną wybrany przez nich zawód też będzie wyznaczał pewne ramy możliwości, a nie tylko to, co będą chciały i lubiły robić.

mamaAsia
Użytkownik

# Posted: 4 Lut 2010 11:04
Odpowiedz 


belfer67
Bardzo ciekawe, właściwie mam podobne odczucia, ale więcej może później, bo właśnie idę z jedną z córek zająć się podręcznikiem do chemii

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 4 Lut 2010 11:47
Odpowiedz 


belfer67: chyba podzielam Twoje odczucia, choć nie mam jeszcze własnych doświadczeń, dopiero zaczynam. Program nie wydaje mi się czymś w gruntu złym. Przynajmniej na razie.

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 5 Lut 2010 17:16 ° Edytowany przez: jurgielajtis
Odpowiedz 


Jasne że podstawa programowa nie jest z gruntu czymś złym. Zastanawia mnie jakie moje dziecko miałoby luki w wykształceniu gdybyśmy mieli taką sytuację jak rodzice w USA. Nie wiem czy miałabym tyle determinacji do siedzenia codziennie z dzieckiem przy lekcjach gdyby nie egzaminy
Oczywiście korzystamy z mnóstwa pomocy oprócz podręczników. Jednak na prawdziwe zgłębienie tematu zwykle brakuje czasu
Na pytanie Ile homeschoolingu a ile szkoły w domu? odpowiem: duża przewaga szkoły w domu.

Ale mimo wszystko naprawdę warto...

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 5 Lut 2010 18:24
Odpowiedz 


Tak sobie pomyślałam, że to co piszę o ED mojego syna wygląda bardzo pesymistycznie
W rzeczywistości jest tak, ze siedzimy nad podręcznikami od poniedziałku do czwartku (w te dni odbywają się też zajęcia dodatkowe)ale pozostałe 3 dni tygodnia to zupełnie co innego. Krzyś mnóstwo czyta, ogląda świetne programy na Discovery lub w internecie i wtedy naprawdę chłonie wiedzę całym sobą. Jego zainteresowania to głównie nauki ścisłe oraz historia starożytna. Wiedzę ma po prostu ogromną. Wszystkiego uczy się jednak sam, bez naszego, rodziców, udziału. Moja rola sprowadza się do tego, ze pilnuję by nie marnował czasu na bzdury, wprowadzam limity grania na komputerze (3h/tyg), podsuwam książki, czasopisma specjalistyczne, programy itp.
Ale tej ogromnej wiedzy jakoś zwykle nie udaje się wykorzystać w szkole, bo na egzaminach trzeba wszystko przedstawić tak jak było w podręczniku, najlepiej tymi samymi słowami . Dlatego też trzymamy się ściśle podręczników.
Nie wiem czy u was jest podobnie?

henat
Użytkownik

# Posted: 8 Lut 2010 13:17
Odpowiedz 


To są bardzo ciekawe spostrzeżenia.
Sporo wnoszące do mojego wyobrażenia o ED.
Czy moglibyście w takim razie odnieść się do takiego - konkretnego - pomysłu?
A gdyby popróbować "prawdziwego" homeschoolingu.
Kombinujemy tak:
Jeśli zaczynać - to na maxa! Gdyby nie wychodziło - zawsze można się wycofać.
Spróbujemy ED w najbardziej klasycznej, opisywanej w literaturze, formie – jako wyprawę w świat poznania; jakościowo inną edukację, podążanie za rozwojem i zainteresowaniami ucznia, niepowtarzalną okazję na relację z dzieckiem, wspólne narwanie się na przygodę intelektualną . Ograniczyć się (czyli przejść na system szkoły w domu albo nawet pójść do szkoły) zawsze zdążymy.
Oczywiscie musimy uwzględnić warunki "POLSKA 2011" a jest to balast niebagatelny.
Zakładamy, że zupełnie ale to ZUPEŁNIE nie interesują nas oceny szkolne !
Ponieważ musimy zdawać "podstawę", traktujemy je (te oceny) jako zło konieczne, wyraz braku zaufania władz oświatowych do nas - rodziców.
I vice-versa!
Aby mieć czas i możliwości na homeschooling musimy wszystko tak zorganizować, aby oddać cesarzowi co cesarskie jak najmniejszym nakładem sił i czasu.
Zaliczamy bo musimy niezbędne minimum – średnia 2,0 w pełni nas zadowoli.
Zdajemy sobie sprawę, że prawdziwe oceny, te mające na cokolwiek wpływ to dopiero stopnie na maturze (ew. na zakończenie podstawówki gdyby gimnazjum miało być szkołą).
Aby to wyszło, jakoś trzeba się przeszwarcować przez wymogi programowe.
Ci co znają np. "Naukowca w kołysce" (wspominałem w innym miejscu), wiedzą, że dziecko rozpoczyna swój nieprawdopodobny proces nauki wraz z otwarciem oczu i pierwszy oddechem.
Że wszelkie przedwczesne wspomaganie ma tyleż sensu co popychanie jadącego czołgu (by nie sięgać do przykładu muchy na końskim grzbiecie).
A więc edukacja domowa funkcjonuje od urodzenia dziecka (w sąsiednim wątku ciekawie pisze o tym MonikA).
Nie ma to nic wspólnego z uczeniem maluchów. Zabawy można wszak kierunkować na wszelkie strony. Można rzucać balonem ot tak a można w dużą mapę świata – poznając kontynenty.
Można bawić się "dla zabawy" a można pilnować aby zawsze przemycić coś dodatkowego.
A gdyby na tyle nadgonić program szkolny aby mieć czas na ED?
Jeśli nauczanie w domu jest skuteczniejsze od szkolnego to powinno się udać
Stan posiadania jest następujący:
Starsza – pięciolatka swobodnie czyta tak po polsku jak i po angielsku. Manualnie w porządku.– mała i duża motoryka okazała się super rozrywką. Zaczyna pisać – aż trzeba powstrzymywać.
Dziesiątki wierszy piosenek, lektur. Zakres wiedzy grubo ponad wiek. Tylko i wyłącznie poprzez zabawę.
Rozpoczęliśmy pre-matematykę wg. Gruszczyk-Kolczyńskiej. Doskonała koncepcja.
Liczy jak drugoklasista. Bez żadnej nauki!!!
Podstawa programowa MEN I-III właściwie z marszu byłaby wzięta.
Pomysłów na tę rzeczywistą edukację domową mamy mnóstwo.
Jak sądzicie:
1.Czy da się przerabiać (i nadrobić) materiał szkolny "aby zbyć"?
2.Czy jest możliwe równoczesne uczenie (tego dla szkoły) z dwójką dzieciaków przy różnicy wiekowej 3 lat? Ta młodsza (dwuipółletnia) już fantastycznie korzysta z umiejętności starszej.

Healthy
Użytkownik

# Posted: 9 Lut 2010 17:16
Odpowiedz 


Myślę, że w nauczaniu tzw. początkowym nauka "przy okazji" jest jak najbardziej możliwa. Ucząc różnych innych rzeczy, uczysz też tego, co jest potrzebne w szkole np. czytanie przy okazji korzystania z książki kucharskiej - jak to robi moja koleżanka ze swoją zafascynowaną gotowaniem córką. Jakoś jednak sobie tego nie wyobrażam w późniejszym okresie. Przynajmniej w polskich warunkach i regulacjach prawnych.

My jesteśmy w klasie 6 i nie bardzo mogę sobie wyobrazić jak moja córka miałaby się zainteresować np. powstaniem listopadowym, jeśli nie miałaby okazji dowiedzieć się, że coś takiego było. W tej chwili nie ma żadnego filmu w kinach na ten temat itd. I tak z każdą inną kwestią. W każdym razie dla nas podręcznik to taki szkielet, do którego w miarę możliwości szukamy innych źródeł wiedzy na dany temat. Innych źródeł czyli np. filmów, programów edukacyjnych, książek (w tym powieści). Ale o których także rozmawiamy, pokazując przez to jaki można mieć stosunek do tej czy innej sprawy.

Co nie oznacza, że dzieci w starszym wieku nie uczą się niczego przy okazji. Uczą się - nawet te szkolne. Prawdę mówiąc są kwestie, których dowiaduję się od moich uczniów - a nie jest to wiedza szkolna.

pozdrawiam
Halina

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 9 Lut 2010 18:27
Odpowiedz 


W pierwszych 3 latach szkoły taka ED z prawdziwego zdarzenia sprawdza się znakomicie, zwłaszcza jeśli dziecko jest zdolne.
W późniejszych latach raczej trudno, ale chyba nie jest to niemożliwe. Potrzebujesz jednak mnóstwo: wolnego czasu, zapału i kreatywności.

Zaliczamy bo musimy niezbędne minimum – średnia 2,0 w pełni nas zadowoli.
To trochę ryzykowne, skąd będziesz wiedział, że wiedza dziecka wystarczy by zaliczyć egzamin przynajmniej na 2? Jeśli powinie mu się noga(np. z powodu stresu) to na kolejny rok możecie nie uzyskać pozwolenia na nauczanie.
Dlatego też przygotowanie do egzaminów traktujemy poważnie. Staramy się wkuć wszystko a i tak Krzyś zawsze twierdzi, że nie zda.
Tych kilkunastu godzin w tygodniu (po 3-4 godz. od pon. do czw.) nawet nie nazywam ED ale przygotowaniem do egzaminów po prostu. Właśnie dlatego, że wiedzy i umiejętności z tego niewiele zostaje.
Myślę że nasza edukacja to homeschooling pół na pół z unschoolingiem, wg. definicji z wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Unschooling

henat
Użytkownik

# Posted: 10 Lut 2010 13:16
Odpowiedz 


Jakżesz wiele zależy od wstępnych założeń!
Wychodząc z podstawowej diagnozy: iż o ile do niedawna główną kwestią edukacyjną było ZDOBYWANIE WIEDZY (dotyczyło to mnie a przypuszczam, że i większości uczestników) to obecnie, w dobie internetu, wobec zalewu informacyjnego, problemem nie jest jej zdobycie lecz selekcja, ocena, prawidłowe wykorzystanie.
Jurgelaitis - W jednej ze swoich ciekawych wypowiedzi wspominasz, że Krzyś nie pamięta rzeczy z ubiegłego roku. I chwała Bogu! Byłoby czymś niepokojącym gdyby zapamiętał. Zwróć uwagę jak nierówno system traktuje szkolnych i nieszkolnych.
Musicie zdawać co pół roku (albo co rok). Czyli uczeń musi donieść piramidę w dużej mierze bezużytecznych informacji z długich pięciu miesięcy. W szkole przedmioty są "uczone" od sprawdzianu do sprawdzianu (poza niewielu wymuszającymi ciągłość). Nikomu nie przyjdzie do głowy aby odpytywać z biologii, historii, geografii, polskiego....etc. sprzed ostatniej klasówki, zagadnienia, czy lektury.
Stawiam przysłowiowe orzechy, że wrześniowa wiedza szkolna do lutego w 90 procentach wyparowała. Stąd jestem zwolennikiem (praktyka zweryfikuje) "uczenia" się wyłącznie do egzaminu.
Normalnie prowadzimy własną ED i - powiedzmy - na jeden miesiąc "przed" przeznaczamy/marnujemy na egzaminy.
Z ogromną sympatią czytałem o tych zeszytach ćwiczeń, które musisz sprawdzać. W takim razie ja będę je wypełniał sam. W tym czasie dzieciaki mogą zajmować się czymś pożytecznym. Niechaj się "cesarz" cieszy!
A jeśli jakiś idiota powie Krzysiowi, że będzie idiotą.. to Ty jako mama jesteś od tego aby wyjaśnić kto tu naprawdę jest idiotą!
MonikA i Halina trafnie diagnozują uciążliwości systemu, który samymi swoimi rygorami
niesłychanie utrudnia edukację.
(Droga Healthy – traktując powstanie listopadowe jako przykład:
zawsze możesz zaciekawić córkę jak wędkarz rybkę. Na następnej wycieczce pokaż miejsce, gdzie „romansowali powstańcy”.
Albo zacznij od wierszyka:
Kruk oko postradał
Skrzynka się zamknęła
Chłopa pogonili
Ryba popłynęła
(masz generałów z powstania)
Na każde zagadnienie można znaleźć haczyk, który zaciekawi naszą rybeńkę tak, że połknie całe zagadnienie. SPONA!
Zdumiewające jest dla mnie stanowisko belfer67. Wybacz – to nie jest osobiste – ale tak jak to przedstawiasz - ma się chyba nijak do homeschoolingu! Zwyczajne nauczanie indywidualne tyle, że w wykonaniu rodzica. Szkoła w domu.
Może zacznę inaczej:
Chciałbym Cię bardzo przeprosić za to co mam zamiar napisać gdyż z pewnością jesteś miłą osobą, bardzo rzetelnie uczącą Twoją córeczkę. Lecz w dylemacie czy być miłym czy szczerym wybieram to drugie (prosząc o wzajemność).
Na wstępie piszesz, że ED jest w ogóle niemożliwa. Uzasadniasz to, iż dla każdego oznaczałaby co innego .
A czemużby nie?
Co w tym złego? W różnorodności ogromna wartość!
Czy naprawdę potrzebujesz nakazów „z góry” aby wybrać co będzie potrzebne naszym dzieciom za kilkanaście lat? I naprawdę wierzysz, że urzędnicy MEN z p. Hall na czele wiedzą lepiej od Ciebie?
A dlaczego „Edyta z pewnością nigdy nie sięgnęłaby po matematykę, fizykę, chemię czy biologię „? Od tego jesteś Ty – edukatorka aby zachęcić, podpowiedzieć i pokazać.
Nie chcę czepiać się drobiazgów ale gdy piszesz o wyższości podręcznika nad własnymi notatkami ucznia - dla mnie to jakaś metodyczna herezja!
Są ludzie, którzy potrzebują wskazówek „odgórnych” dla swoich działań. Są też tacy, dla których wartością jest wolny wybór, swoboda kreowania, otwarcie na świat.
Program - nawet najlepszy – ze swojej istoty jest zaprzeczeniem idei swobodnego poszukiwania, samorozwoju i kreatywności. Zwróć uwagę, że tenże program zakłada, iż wszyscy zrobimy w zasadzie to samo!
I jeszcze uprzedzając ew. pytanie:
Jestem całkiem doświadczonym nauczycielem, z niezłym wykształceniem i stopniem.
Pracowałem w dobrych szkołach wszystkich szczebli w dużym mieście.
Pozdraw

belfer67
Użytkownik

# Posted: 10 Lut 2010 17:44
Odpowiedz 


Henacie, czasami zastanawiam się nad tym czy ty przypadkiem nie szukasz w ED przysłowiowej utopii. Po pierwsze masz małe doświadczenie i jako rodzic i jako edukator domowy. Po drugie o ile w edukacji dziecka 3-7 letniego mozna sobie swobodnie żeglować po falach dowolności, bo tak naprawdę, żeby dziecko nauczyło się pisać, pisać, liczyć mozna wykorzystać setki sposobów i metod, bez podręczników. Natomiast jeśli mamy do czynienia ze starszymi dziećmi, nie łudźmy się - metoda gier i zabaw "wymięka". Gdybyśmy mieszkali na bezludnej wyspie - owszem - dziecko uczyłoby się tego co chce i co mu pasuje. Ale my fukncjonujemy w określonym systemie, w którym po prostu jest jak jest. Nie mam zamiaru robić żadnych przewrotów ani politycznych, chociaż politycy to dla mnie totalne matoły, ani w systemie edukacyjnym, chociaż ani programy ani tym bardziej pani Hall nie s,ą moimi faworytami. Nie zmienię świata, więc zmieniam to co mogę. I wiem, ze gdybym nie miała pewnych ram, których powinnam się trzymać do wielu rzeczy nawet bym się nie dotknęła. I nie mów, że Ty jesteś ponad to, bo i tak Ci nie uwierzę. Gdyby edukacja dziecka była jedynym zajęciem w moim życiu i celem mojego istnienia, może pokusiłabym się o tworzenie własnych programów, ale tego nie zrobię, bo mi się po prostu nie chce. Mam w życiu jeszcze inne zajęcia i pasje, których nie mam zamiaru zarzucić do czasu, aż moje dzieci wyfruną z gniazda.
Wydaje mi się, że jesteś po prostu nałogowym marzycielem - ale Twoje marzenia sa bez pokrycia. Trzeba odróznić i nauczyć dziecko odrózniać to co musimy zrobić, choć nie zawsze jest to dla nas przyjemne i to co robić lubimy.
Radziłabym też sprawdzić, co zanczy kreatywność - na pewno nie negowanie wszystkich i wszystkiego.
Odnośnie mojej metody pracy z podręcznikiem - wcale Ci jej nie polecam - ale dal mnie bezsensem jest przepisywanie czegoś, co juz ktoś napisał. Sztuką jest wybranie tego co istotne - tego właśnie uczę moją córkę.Ale Ty jeśli wolisz możesz ze swoimi dziećmi przepisywać, notować, nic mi do tego. I nie zarzucaj mi metodycznych herezji, bo z tego co piszesz, to raczej Twoje niezaspokojone ambicje przemawiają przez Ciebie, niż konstruktywne działanie.
Wiesz, nie chce polemizować z Tobą o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia. Może raczej swoje doświadczenia przedstawisz na forum( o ile będzie istniało) za jakieś załóżmy 15 lat.
A teraz raczej zajmij się rzeczywiście konkretnym działaniem z naciskiem na jakieś konkretne efekty, niż filozofowaniem połączonym z totalną krytyką.No i życzę powodzenia w Twoim super metodycznym postępowaniu.

jurgielajtis
Użytkownik

# Posted: 10 Lut 2010 19:44
Odpowiedz 


Drogi henacie!
Życzę Ci powodzenia z całego serca. Myślę, że przy takiej determinacji na pewno ci się powiedzie.
Nie wiem czy znasz bloga Marzeny Reszke? http://naukapozaszkola.blog.onet.pl/ Ta pani robi coś, co powinno ci się spodobać.

Normalnie prowadzimy własną ED i - powiedzmy - na jeden miesiąc "przed" przeznaczamy/marnujemy na egzaminy.

Ktoś już próbował tak robić, ale okazało się, że materiału było zbyt dużo na raz. Ta osoba stwierdziła, że jednak lepiej uczyć się systematycznie przez cały rok, po troszku.

Stawiam przysłowiowe orzechy, że wrześniowa wiedza szkolna do lutego w 90 procentach wyparowała.

Tak oczywiście. Ale łatwiej powtórzyć to co było, niż uczyć się od nowa.

belfer67 napisała:

Nie sądzę, żeby w jakimkolwiek systemie samoedukacja w takim prawdziwym słowa znaczeniu była możliwa. Bo dla każdego oznaczałaby co innego. Ktoś, kto ceni sprawność manualną zajmowałby sie głównie pracami ręcznymi, inny wolałby tylko i wyłacznie sprawnośc językową, więc nauki scisłe odeszłyby do lamusa.

Obserwacje moich dzieci nie potwierdzają tej tezy. Krzyś uwielbia nauki ścisłe, szczególnie fizykę i chemię. A czym zajmuje się w wolnym czasie? Dosłownie wszystkim. Bardzo dużo czyta. Potrafi pisać naprawdę świetne teksty na różne tematy (pod warunkiem, że nie zostały mu narzucone). Polonistka powiedziała,że zdecydowanie ponad poziom jego klasy.
Zawsze deklaruje, że nie znosi prac ręcznych a z własnej woli zabiera się za rysowanie, haftowanie krzyżykami, uwielbia lepić z plasteliny, origami i sklejać b. skomplikowane figury geometryczne. Więc i w tej dziedzinie nie odstaje od rówieśników.
Lubi też historię, pochłonął serię "Strrraszna historia". Jego wielka miłość to starożytny Egipt a zaraz potem Grecja.

Wybaczcie, jeśli wygląda na to, że wychwalam tu swoje dziecko pod niebiosa. Chcę tylko dać dowody na to, że dzieci mają zwykle wszechstronne zainteresowania i nie potrafią zająć się tylko jednym tematem, bo po prostu szybko się nudzą.

. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź
Pogróbiony  Kursywa  Podkreślenie  Obraz  Link  Wyłącz BB code *Co to takiego?
:) ;) :up: :down: :lol: :confused :cool: :sad: :shame: :smirk: :tongue: ... Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać wiadomości. Podaj poprawnie swój login i hasło, lub najpierw się zarejestruj.
 

Reklama i Sponsorzy:
Wydawnictwo Świat Baśni, well-com, angielski dla firm, fotograf ślub kraków, szkolenia integracyjne, Programy iPhone/iPad
Wygenerowane przezminiBB forum software © 2001-2010 projektowanie stron system cms jakub wisniewski weblog