AIRBOT.NET LOGO
  ° Forum ° Odpowiedz ° Statystyki ° Rejestracja ° Szukaj °

AIRBOT.NET - FORUM / Edukacja Domowa / O integracji raz jeszcze
. 1 . 2 . >>
Autor Wiadomość
ann007
Użytkownik

# Posted: 7 Gru 2009 20:59
Odpowiedz 


[/i]
Piszę na świeżo, sytuacja sprzed dwóch godzin. Gwoli wprowadzenia: Krzyś od września chodzi na zajęcia - ćwiczenia ogólnorozwojowe w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Zajęcia są przewidziane dla dzieci od lat 5, nie są zbyt forsowne - bieganie, przewroty, równoważnie, mostki, zwist na drabinkach etc. Wozimy go tam raz w tygodniu. Jako że Anielka jako posiadaczka nieco koślawych nóg (jest dokładnie na granicy koślawości fozjologicznej, więc nie panikujemy) ma od ortopedy wskazania do jeszcze większej ruchliwości, zapytałam tydzień temu pana odpowiedzialnego za zajęcia czy nie przyjęliby czterolatki. Trochę się próbował wykręcić, ale w końcu na odczepnego powiedział, że mogę ją pokazać, jak się okaże kumata, to może ją przyjmą do grupy.

Więc dzisiaj zawiozłam oboje dzieci. Anielka ubrana w krótkie gacie już czekała, gdy podeszłam do pana by ją sobie ocenił. Pan nieco zwątpił, widziałam wyraźnie jak żałował pochopnie rzuconej decyzji i kombinował jak z niej wybrnąć. W międzyczasie przyszła pani prowadząca ćwiczenia. Na widok Anielki zrobiła wielkie oczy, pokręciła głową i przesłała panu niewerbalny komunikat: "zabiję cię!" Pan jeszcze bardziej się zacukał, więc by nie pogarszać atmosfery wytłumaczyłam, że to tylko na próbę, że Anielka wie, że jeśli się nie nada to nie będzie chodziła. Pan na to, czy ona chodzi do przedszkola. Na moje "nie", jeśli to możliwe jeszcze bardziej skostniał, pani jeszcze raz pokręciła głową, więc pytam czemu to ważne. "Bo dzieci z przedszkola umieją pracować w grupie i podporządkować się prowadzącemu zajęcia" - usłyszałam. Proszę sprawdzić - powiedziałam. Ponieważ już dzieci czekały na sali nie mogąc ze mną dyskutować wzięli ją ze sobą. Patrzyłam chwilę przez szybę. Anielka zaczęła biegać ze wszystkimi, ostatnia, ale nie jako ogon. Robiła wszystkie ćwiczenia, wymachy, zwisy, skoki, turlania itp. Stawała grzecznie za dziećmi i czekała na swoją kolej. Wpatrzona w panie (były dwie) jak w obrazek od razu realizowała polecenia. Wybiegła ze wszystkimi na przerwę, napiła się i zrobiła scenę przed wejściem na salę. Państwo podeszli myśląc, że nie chce mnie zostawić. Chodziło o skarpetki - inne dziewczynki były bez, ona też chciała. Po zdjęciu bez marudzenia pobiegła do grupy. Po 5 min. przyszedł pan. Przyniósł formularz do wypełnienia. Za chwilę zgłosił się po opłatę za grudzień

Na koniec z szerokim uśmiechem rzucił: nie spodziewałem się.

A ja się spodziewałam. Niech mi ktoś jeszcze powie, że uczęszczanie do placówki wychowawczej typu przedszkole czy szkoła jest gwarantam i warunkiem uspołecznienia dziecka...

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 8 Gru 2009 10:02
Odpowiedz 


Mogę to sobie wyobrazić Też miałam podobną sytuację, tylko z lekcjami rysunku. Nasłuchałam się, że mam dziecko chętnie nawiązujące rozmowę i entuzjastycznie nastawione do pracy

Ale na pewno mina Pana po zajęciach: bezcenna!

etm
Użytkownik

# Posted: 15 Sty 2010 11:00
Odpowiedz 


Włąśnie tak się nad tym zastanawiam. Mam m.in. czterolatka od września poszedł do przedszkola. Od grudnia nie chodzi bo wciąż chory był a ja jestem z tych co nie dokońca są przekonani o słuszności przedszkola. Zauważyłam że mój syn się zmienił, choć drastycznej zmiany nie odczułam - jednak myślę że to kwestia wieku a nie zbawiennej roli przedszkola w kwestii uspołeczniania. Martwi mnie tylko inna rzecz, jak wypracować w synu samodzielność bez mamy - trochę to podstawa mojego niepokoju. On nie umie zostawać bez rodzica - przedszkole miało mu trochę w tym pomóc, ale może są inne sposoby.

henat
Użytkownik

# Posted: 15 Sty 2010 11:47
Odpowiedz 


Drogi/a etm. Piszesz:
"Martwi mnie tylko inna rzecz, jak wypracować w synu samodzielność bez mamy - trochę to podstawa mojego niepokoju. On nie umie zostawać bez rodzica - przedszkole miało mu trochę w tym pomóc, ale może są inne sposoby."
Nie podajesz w jakiej sprawie chciałabyś wypracować ową samodzielność. Czy musisz pozostawiać go na dłuższy czas? Bo jeśli nie, to taka samodzielność nie jest żadną wartością! Zdąży się usamodzielnić za rok, dwa, może trzy. A może trzynaście! Spotykam dziwne zjawisko traktowania wczesnej samodzielności jako czegoś niesłychanie wartościowego. Wcześniejsze uzyskanie prawa jazdy, wczesniejsza praca zarobkowa, wcześniejsze samodzielne zamieszkanie mają ponoć górować nad "opóźnionymi".
Jeśli masz mozliwości i ochotę zajmować się swoim synkiem to ciesz się tym TERAZ a usamodzielnienie i tak przyjdzie czy sobie tego życzysz czy nie.

ann007
Użytkownik

# Posted: 16 Sty 2010 22:28
Odpowiedz 


Przy pierwszym dziecku - chodziło do przedszkola dwa lata - byłam wtedy przekonana, że POWINIEN i w ogóole miałam w małym palcu wszystkie teorie uzasadniające konieczność przebywania w grupie rówieśniczej etc. Krzyś chorował okropnie, w przedszkolu spędził około 1/5 roku szkolnego. I wtedy też przeżywałam, że on tak mało samodzielny, że jak wraca po chorobie do placówki to nie chce i w ogóle, że nie chce Potem był czas wielkich fascynacji kolegami, nie byliśmy mu potrzebni, gdy tylko ich widział.
Obecnie - ma 6,5 lat znowu przeżywa okres przyklejenia do nas - być może związany z pojawieniem się najmłodszej siostry. Ale już wiem jedno: Każde dziecko ma takie przypływy i odpływy, to się stale zmienia a poza tym jest związane z osobowością. Jak jest typem introwertyka to najlepsze przedszkole nie zrobi z niego lwa salonowego i duszy towarzystwa. Henat dobrze napisał: "Ciesz się tym teraz a usamodzielnienie i tak przyjdzie" - to prawda, choć czasem trzeba czasu, by sie o tym przekonać.

joasia
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 07:53 ° Edytowany przez: joasia
Odpowiedz 


Drogie Panie... tak sobie myślę, ze my, matki, mamy czasem straszny problem z usamodzielnianiem dzieci, bo nam żal (nie wiem czy żal dzieci czy samych siebie). I te dzieci śpią z nami, a nawet chodzą do toalety "żeby nie krzyczały pod drzwiami".

Zdąży się usamodzielnić za rok, dwa, może trzy. A może trzynaście!

Jasne... a może dopiero za trzydzieści lat jak mu będzie dobrze przy mamusi? (nawet lepiej niż obok żony). Przecież oni zawsze będą w naszych oczach dziećmi. Nie przesadzajmy z lękiem przed samodzielnością... To, że kilkiumiesięczny maluch śpi w nocy w swoim łóżeczku nie jest wynikiem wyrodności mamy, ale właśnie usamodzielniania. Jestem przekonana, że trzeba od maleńkości "odcinać psychiczną pępowinę", powoli systematycznie by wielki bum nie nastąpił nagle. Czyli po prostu usamodzielniać. Nie jest normalne gdy matka nie może wyjść z domu na godzinę czy dwie bo dziecko wpada w rozpacz. Jeśli tak jest to coś tu nie gra...

A przedszkole? Może być jedynie jedną z form wspomagających ten proces. Pod warunkiem, że jest sensowne.

Z uczeniem w domu "przedszkolaczków" miałabym tylko jedną obawę (ale to może moja osobista obsesja): jest to czas nauki pisania, czytania itp. Jeśli my nie zastosujemy określonych zasad, np. właściwej kolejności prowadzenia linii to dziecko nabierze złych nawyków i niestety nigdy nie będzie ładnie pisać. W naszym przedszkolu Siostry mówią by lepiej nie uczyć dzieci pisać w domu, bo robią to "po swojemu" i potem ciężko im łączyć litery w wyrazy itp. Robią to wolno i nieudolnie. Podobnie jest z czytaniem... To tak tylko do zastanowienia.

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 11:16
Odpowiedz 


Świetnie trafiłaś, bo właśnie się nad tym zastanawiam, gdyż Jaś jest na etapie pisania pierwszych liter. I dokładnie tak się dzieje, jak piszesz, czyli ma własne metody pisania tych liter. I mam mieszane uczucia.

Pomyśl: dziecko na początku mówi niewyraźnie, przekręca, wymyśla własne formy gramatyczne. Z czasem jednak dochodzi do właściwej formy, nawet wówczas, gdy nie jest nieustannie poprawiane. Kiedy konia uczy się wykonywania poleceń i właściwego reagowania na pomoce jeźdźca, to początkowo zadowalamy się wykonaniem danego ćwiczenia ze stosunkowo niewielką precyzją, a dopiero z czasem dążymy do osiągnięcia większej dokładności.

Wielu ludzi mówi, że dzieci nie powinno się samemu uczyć jeździć na nartach, bo nabędą złych nawyków i nie opanują właściwej techniki. Ale: 1/ ile dzieci nabywa w tym procesie serdecznej niechęci do jakiegokolwiek instruktażu i/lub zniechęca się do nart (znam kilka takich przypadków), 2/ ile dzieci mimo braku fachowego instruktażu śmiga po stokach z radością i bezpiecznie (też takie znam, włącznie z własnym).

Wszystkie szkoły uczą pisać tak samo, "zgodnie ze strzałkami". A jednak ile dzieci ma problemy z ładnym, czytelnym pisaniem? Gdyby było to najlepsze podejście, wszystkie dzieci pisałyby ładnie i sprawnie, nieprawdaż?

Także mimo mieszanych uczuć myślę o tych przykładach i na razie pozwalam na pewną dowolność. Zobaczę, co nam z tego wyjdzie i na pewno za parę miesięcy albo kilka lat będę mogła napisać, czy to miało sens

D.

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 11:22
Odpowiedz 


A swoją drogą, myślę, że z samodzielnością jest dokładnie tak, jak pisze ann007: ona przychodzi falami. Dzieci odpływają od nas na parę miesięcy, a potem wracają, by się "ustalibilizować" i wzmocnić, a potem odpływają dalej... i znów wracają. Jestem za tym, by po prostu reagować na potrzeby dziecka: jeśli chce odpływać, niech odpływa, jeśli potrzebuje blisko, trzeba w miarę możliwości mu tę bliskość dać. I chyba to działa tak, że im więcej tej bliskości wówczas, gdy dziecko wyraża taką potrzebę, tym dalej i chętniej odpływa, gdy nadejdzie już jego czas na kolejny odpływ.

Chociaż rodzic to takie stworzenie, co chęci ma prawie zawsze dokładnie odwrotne Jak dziecko odpływa, to rodzic zaczyna wietrzyć niebezpieczeństwo i do tego robi mu się smutno, a jak dziecko się przylepia, to rodzic zaczyna marzyć o własnej niezależności

henat
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 15:48
Odpowiedz 


Pomocna jest w takich wypadkach kategoria zdrowego rozsadku. Nie widze nic szczegolnie chwalebnego we wczesnym usamodzielnianiu dzieci. Jesli dziecko i matka (albo cala rodzina) czerpia radosc ze wspolnego przebywania to - jesli nie wynikaja z tego inne komplikacje - dlaczego maja rezygnowac? W imie zasady? Nigdzie nie jest powiedziane, ze pozniejsza samodzielnosc musi byc zwiazana z "wielkim bum" .
Z pisaniem-czytaniem sprawa zlozona, jak slusznie zauwaza Dorota. Niektore "zasady" calkowicie sie zestarzaly w dobie komputerow i edytorow. No chyba, ze ktos koniecznie chce wychowac Łypaczewskiego albo Welinowicza!

joasia
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 20:30
Odpowiedz 


A kto powiedział, ze usamodzielnianie jest równoznaczne z utratą relacji? Usamodzielnianie nie znaczy odizolowania.

marta3
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 21:30 ° Edytowany przez: marta3
Odpowiedz 


To, że kilkiumiesięczny maluch śpi w nocy w swoim łóżeczku nie jest wynikiem wyrodności mamy, ale właśnie usamodzielniania.

Na serio uważasz, że niemowlaka trzeba usamodzielniać?!

I te dzieci śpią z nami, a nawet chodzą do toalety "żeby nie krzyczały pod drzwiami".

A co w tym złego?

Jestem przekonana, że trzeba od maleńkości "odcinać psychiczną pępowinę", powoli systematycznie by wielki bum nie nastąpił nagle.

A ja nie jestem przekonana. Pępowina się 'sama' odcina czy chcemy czy nie wraz z wiekiem dziecka a wg mnie 'zmuszanie' do samodzielności przynosi raczej odwrotny skutek od zamierzonego.

A z ładnym czy brzydkim pisaniem to w ogóle nie widzę problemu w dobie powszechnego użytku komputerów.

marta3
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 21:37
Odpowiedz 


A kto powiedział, ze usamodzielnianie jest równoznaczne z utratą relacji? Usamodzielnianie nie znaczy odizolowania

Usamodzielnianie jest 'zmuszaniem' do relacji, do których dziecko nie jest gotowe. Urośnie to się samo usamodzielni bez wysiłków ze strony mamy / taty.

etm
Użytkownik

# Posted: 18 Sty 2010 23:18
Odpowiedz 


Zgadzam się, że nie trzeba na siłę usamodzielniać, że dorośnie - bo to naturalne. Racja też w tym, że mój syn nie jest duszą towarzystwa i lubi nieliczne dzieci, w zasadzie dwoje - dobrze wychowane i mądre, a innych unika lub ignoruje. Nie zna imion dzieci w przedszkolu, jest na uboczu, bo jak mówi Pani nie jest zbój. Sama nie wiem. Całe 4 lata życia mojego dziecka szłam pod prąd, sama dając radę, zajmując się jak najlepiej. Mam mądrego chłopca i chciałam trochę odetchnąć chociaż 4 godziny, by zająć się lepiej młodszą, której też coś się należy od mamy. Żyjąc tu gdzie żyję, martwie się, że jesteśmy w izolacji, chciałam żeby chociaż on miał znajomych.

Teraz widzę, że to kwestia charakteru dziecka a nie samodzielności.... Córka za to jest lwem salonowym ;)

marta3
Użytkownik

# Posted: 19 Sty 2010 00:15
Odpowiedz 


Otóż to! Nie każdy potrzebuje do szczęścia dużego grona przyjaciół. Ma 2 bliższych kolegów? I w porządku. Po co mu więcej? A w ogóle to uważam, że dużo ważniejsze są bliskie relacje w rodzinie niż z kolegami. To znaczy, chciałabym żeby moje dzieci znalazły sobie przyjaciół przede wszystkim w rodzinie, żeby były związane ze sobą i z nami, rodzicami (mam nadzieję, że ed w tym pomoże). To jest podstawa i skarb na całe życie. A koledzy? Czasem, owszem, spotka się prawdziwego przyjaciela na całe życie ale większość kolegów, nie oszukujmy się, pojawia się i znika. Każdy z nas pewnie przeżył 'wielkie i dozgonne' przyjaźnie, które się jednak okazały przemijające.
A co do młodszej to nie widzę problemu (w świetle tego, co napisałam wyżej). Odwrotnie starałbym się, żeby oboje robili jak najwięcej rzeczy razem, żeby mogła w ogóle zaistnieć przyjaźń między nimi. W ogóle nie rozumiem dlaczego uważasz, że żeby dobrze zająć się córką musi nie być w pobliżu jej brata? Czy życie nie jest fajniejsze / ciekawsze gdy wokół jest jeszcze rodzeństwo a nie tylko mama i dziecko?

joasia
Użytkownik

# Posted: 19 Sty 2010 08:05 ° Edytowany przez: joasia
Odpowiedz 


marta3
Ile masz dzieci? W jakim wieku?

Usamodzielniać można w duchu miłości, dodając sił i odwagi, wspierając dziecko w pokonywaniu trudów i podsuwając mu różne wyzwania stosowne do wieku. I nie trzeba tego robic brutalnie.

Oczywiście, można dać czas dziecku i niech ssie cyca do czwartego roku życia, może niech trzydziestolatek będzie na utrzymaniu rodziców czekając aż poczuje wenę... Sorry, ale to nie dla mnie. Mnie bardziej pociaga proces stopniowy, delikatny, ale nieco podkręcany...

A to, że matka nie może iść do wc bez dziecka to już przesada. Oczywiście wg mnie. Może jeszcze w łóżku powinno być gdy rodzice się kochają. Przecież mogło jeszcze nie dorosnąć do opuszczenia rodzicielskiego łoża???

"Psychiczna pępowina" sama się nie odcina. Niby skąd się biorą nadgorliwe mamy? To są te, które nie zaakceptopwały, że ich dziecko musi dorastać, musi usamodzielniać się i trzeba mu w tym pomóc. Skąd się biorą rodzice, którzy wtrącają się w życie dorosłych dzieci, którzy wtrącają się w wychowanie wnuków... Oni nie odcinali pępowiny... i teraz jest to duży kłopot. To jest proces, który musi zaistnieć już na początku i postępować wraz z dorastaniem dziecka.

. 1 . 2 . >>
Twoja wypowiedź
Pogróbiony  Kursywa  Podkreślenie  Obraz  Link  Wyłącz BB code *Co to takiego?
:) ;) :up: :down: :lol: :confused :cool: :sad: :shame: :smirk: :tongue: ... Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać wiadomości. Podaj poprawnie swój login i hasło, lub najpierw się zarejestruj.
 

Reklama i Sponsorzy:
Wydawnictwo Świat Baśni, well-com, angielski dla firm, fotograf ślub kraków, szkolenia integracyjne, Programy iPhone/iPad
Wygenerowane przezminiBB forum software © 2001-2010 projektowanie stron system cms jakub wisniewski weblog