| Autor |
Wiadomość |
belfer67
Użytkownik
|
# Posted: 23 Cze 2009 10:54
Odpowiedz
U nas to zalezy od tego, czy w danym dniu pracuję, czy nie. Jeśli mam wolne, Edyta śpi na przykład do dziewiątej ( jest notorycznym śpiochem), potem je śniadanie i siadamy do nauki. Po południu wspólnie coś czytamy. Jeśli pracuję, Edyta ma zadanie do wykonania, które sprawdzam po powrocie z pracy. Wtedy uczymy się wspólnie wieczorem. Ostatnio pracowałam w bibliotece, Edyta często była tam ze mną, mogła do woli korzystać z księgozbioru, to dla niej najlepsza edukacja. W przyszłym roku szkolny mam cały etat w bibliotece szkolnej i myślę, ze to będzie doskonały dla nas do nauki rok.
Poza tym, u nas jest trochę na odwrót - pracujemy więcej wtedy, gdy ja mam wolne, czyli na przykład na feriach, czy wakacjach. W roku szkolnym kiedy ja pracuję zawodowo, Edyta ma więcej czasu dla siebie, "spinamy" się na egzaminy. Taki system nam pasuje. 
|
Healthy
Użytkownik
|
# Posted: 23 Cze 2009 13:29
Odpowiedz
Apollo rozumiem Twoje pytania. Rok temu, gdy zaczynaliśmy ED i 5 klasę SP, też miałam takie pytania (do dzisiaj często je stawiam, ale wtedy były kluczowe).
Nasz system przez ten rok wyglądał tak, że w niedzielę przygotowywałam plan na tydzień. Rano pracowałyśmy razem nad tym co trudniejsze, potem ja szłam do pracy, a Aga pracowała sama nad swoimi zadaniami, które pokazywała mi gdy wracałam. Wieczorami wspólnie czytałyśmy książki. Oczywiście były wyjątki od tak skonstruowanego dnia: jakaś wycieczka, choroba itd.
Każdy musi wypracować sobie swój własny system w zależności od swojej sytuacji (ilości dzieci, ich wieku itd.). Ale mi pomogły rozmowy z innymi - z nich ulepiłam coś dla siebie, coś co nieustannie modyfikuję.
Jest trochę blogów rodzin uczących w domu. Zapraszam do siebie: www.wyspaskarbow.blox.pl z niego możesz przejść do innych.
|
apollo
Użytkownik
|
# Posted: 27 Cze 2009 23:43
Odpowiedz
Na blogach często czytam o PP. Czy jest to 'instytucja' dowolnie wybierana przeze mnie, jako rodzica, czy też jest to najbliższa szkoły (ew. rekomendowana przez szkołę)?
Jak to jest ze szkołą? Czy zależy od miejsca zameldowania rodziców, czy też deklaracji przynależności jak z zakładami opieki zdrowotnej?
No i czy można tak często zmieniać PP, aż się trafi na tą 'właściwą'?
|
Healthy
Użytkownik
|
# Posted: 28 Cze 2009 18:17 ° Edytowany przez: Healthy
Odpowiedz
Od tego roku szkolnego możesz sobie wybrać szkołę (do tej pory musiała być rejonowa - zgodnie z miejscem zameldowania). Dlatego np. my na ten rok zapisaliśmy się do szkoły oddalonej od nas o ponad 550 km.
Z kolei jeżeli chodzi o poradnie PP, to nie możesz robić badania za badaniem w kolejnych poradniach, dlatego, że u dzieci między kolejnymi badaniami psychologicznymi musi być rok przerwy. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak mnie poinformowano w mojej poradni. Jeśli to prawa, to oznacza, że najlepiej od razu trafić tam gdzie jest dobry (albo przynajmniej neutralny) stosunek do ED.
pozdrawiam
Halina
|
henat
Użytkownik
|
# Posted: 28 Cze 2009 21:17
Odpowiedz
Kolejny szukający z Wrocławia - ja!
Bardzo się cieszę na powstanie wątku. Edukacją interesuję sie od dawna aczkolwiek "teoretycznie" mam jeszcze czas (dziewczyny 4,5 oraz 1,5).
Teoretycznie - bo wszak naukę i wychowanie domowe rozpoczynamy wszyscy od pierwszego dnia zycia naszych pociech. Dopiero potem większość ceduje ten obowiązek na instytucje publiczne. Ja postanowilem isc droga pelnego indywidualizmu rownież jesli chodzi o moment rozpoczęcia. Najpierw trochę sam szukałem o pomocy własnym dzieciom.
I kiedy Jaga z wielkim zapałem zaczęła dopytywać się o literki to nie widziałem powodu aby czekać lata z wyjaśnieniem. Chce czytać - niech czyta!
I czyta. Tak po polsku jak i po angielsku.
Od trzeciego roku życia zabrałem się za angielski. Uważam, że im wcześniej tym lepiej. Tu mam zresztą najwięcej do powiedzenia a zarazem bardzo chciałbym poznać opinie innych edukatorów:
Angielski znam dość kiepsko ale mam pewne pojęcie o metodyce i o zabawach dziecięcych. W związku z czym starsza córeczka jest już lepsza ode mnie. Zupełnie swobodnie dogaduje sie w languidżu, śledzi filmy na BBC i innych kartonach. Znajome native`y tak z z USA jak i z UK są zachwycone swobodą i artykulacją Jagody. Oba języki traktuje niemal równorzędnie.
Obecnie zupełnie spontanicznie podąża za nią młodsza.
Wszystko wymagało wcześniej kombinowania nad programem oraz ponad rocznego zbierania materiałów- bajek, filmów, piosenek, stron www.
Na dziesięć sprowadzonych w najlepszym razie nadawały się dwa.
Chętnie pogadam z zainteresowanymi i pokaże cały Nołhał .
A co do podejmowanej kwestii wspólnej nauki. Kategoria ZDROWEGO ROZSĄDKU winna decydować. Ci, którzy mają ochotę - niechaj spróbują (ja miałbym). Nie ma innego sposobu przekonania się co do słuszności w KONKRETNEJ sytuacji. Jest dokładnie jak w świecie dorosłych. Czasem spotkamy kogoś i od razu go lubimy. Albo po kilku spotkaniach. I wtedy wspólne przedsięwzięcia udają się rewelacyjnie. A kiedy indziej Bogu ducha winną osobę od razu odrzucamy bo "buzia się nie podoba". Brak przysłowiowej chemii. I nic na to się nie poradzi. Nasze dzieci mają rówieśników za którymi przepadają i takich, których nie znoszą. W praniu wyjdzie czy wspólnie będziemy buszować po lesie czy robić angielskie przedstawienie o złotowłosej na drzewie fasolowym. A jeżeli rodzice się nie polubią? Też możliwe.
Jak w całej idei edukacji: konkretne zindywidualizowanie sprawdzanie, docieranie, szukanie. Przygoda spotykania innych ludzi.
Nie mniej ważnym aspektem jest sumowanie się możliwości rodziców.
Jeśli ja mam ogrodzony i bezpieczny hektar łąki z lasem a ty znajomości w muzeach i teatrach to razem mamy itoito .
Należy porozmawiać i sprawdzić. Chętnych bardzo namawiam do odzewu.
Pogadamy, poszukamy wspólnych tematów, idei, pomysłów.
Sam kontakt rodziców z danego terenu spostrzegam jako duży walor.
Najwyżej stwierdzimy, że to nie ma sensu. Ryzyko niewielkie.
Zawsze można się pożegnać ze świadomością, że przynajmniej próbowałem.
|
henat
Użytkownik
|
# Posted: 28 Cze 2009 21:21
Odpowiedz
Kolejny szukający z Wrocławia - ja!
Bardzo się cieszę na powstanie wątku. Edukacją interesuję sie od dawna aczkolwiek "teoretycznie" mam jeszcze czas (dziewczyny 4,5 oraz 1,5).
Teoretycznie - bo wszak naukę i wychowanie domowe rozpoczynamy wszyscy od pierwszego dnia zycia naszych pociech. Dopiero potem większość ceduje ten obowiązek na instytucje publiczne. Ja postanowilem isc droga pelnego indywidualizmu rownież jesli chodzi o moment rozpoczęcia. Najpierw trochę sam szukałem o pomocy własnym dzieciom.
I kiedy Jaga z wielkim zapałem zaczęła dopytywać się o literki to nie widziałem powodu aby czekać lata z wyjaśnieniem. Chce czytać - niech czyta!
I czyta. Tak po polsku jak i po angielsku.
Od trzeciego roku życia zabrałem się za angielski. Uważam, że im wcześniej tym lepiej. Tu mam zresztą najwięcej do powiedzenia a zarazem bardzo chciałbym poznać opinie innych edukatorów:
Angielski znam dość kiepsko ale mam pewne pojęcie o metodyce i o zabawach dziecięcych. W związku z czym starsza córeczka jest już lepsza ode mnie. Zupełnie swobodnie dogaduje sie w languidżu, śledzi filmy na BBC i innych kartonach. Znajome native`y tak z z USA jak i z UK są zachwycone swobodą i artykulacją Jagody. Oba języki traktuje niemal równorzędnie.
Obecnie zupełnie spontanicznie podąża za nią młodsza.
Wszystko wymagało wcześniej kombinowania nad programem oraz ponad rocznego zbierania materiałów- bajek, filmów, piosenek, stron www.
Na dziesięć sprowadzonych w najlepszym razie nadawały się dwa.
Chętnie pogadam z zainteresowanymi i pokaże cały Nołhał .
A co do podejmowanej kwestii wspólnej nauki. Kategoria ZDROWEGO ROZSĄDKU winna decydować. Ci, którzy mają ochotę - niechaj spróbują (ja miałbym). Nie ma innego sposobu przekonania się co do słuszności w KONKRETNEJ sytuacji. Jest dokładnie jak w świecie dorosłych. Czasem spotkamy kogoś i od razu go lubimy. Albo po kilku spotkaniach. I wtedy wspólne przedsięwzięcia udają się rewelacyjnie. A kiedy indziej Bogu ducha winną osobę od razu odrzucamy bo "buzia się nie podoba". Brak przysłowiowej chemii. I nic na to się nie poradzi. Nasze dzieci mają rówieśników za którymi przepadają i takich, których nie znoszą. W praniu wyjdzie czy wspólnie będziemy buszować po lesie czy robić angielskie przedstawienie o złotowłosej na drzewie fasolowym. A jeżeli rodzice się nie polubią? Też możliwe.
Jak w całej idei edukacji: konkretne zindywidualizowanie sprawdzanie, docieranie, szukanie. Przygoda spotykania innych ludzi.
Nie mniej ważnym aspektem jest sumowanie się możliwości rodziców.
Jeśli ja mam ogrodzony i bezpieczny hektar łąki z lasem a ty znajomości w muzeach i teatrach to razem mamy itoito .
Należy porozmawiać i sprawdzić. Chętnych bardzo namawiam do odzewu.
Pogadamy, poszukamy wspólnych tematów, idei, pomysłów.
Sam kontakt rodziców z danego terenu spostrzegam jako duży walor.
Najwyżej stwierdzimy, że to nie ma sensu. Ryzyko niewielkie.
Zawsze można się pożegnać ze świadomością, że przynajmniej próbowałem.
|
henat
Użytkownik
|
# Posted: 28 Cze 2009 22:36
Odpowiedz
przepraszam za double click
|
Magda
Użytkownik
|
# Posted: 29 Cze 2009 10:30
Odpowiedz
Henat, bardzo jestem ciekawa, jak to zrobiłeś, że Twoja Jaga jest już od Ciebe lepsza w angielskim! Ja, przyznam się, jestem z wykształcenia anglistką, ale zawsze uczyłam tylko dorosłych (raz się zdarzyła grupa z SP) - nigdy małe dzieci i zastanawiam się od czego zacząć. Od czego zacząłeś z Jagą? Od słuchania piosenek? Pokazywania filmów?
Możesz pisać na mail: mbrzyska@yahoo.ca
Z góry dziękuję!
|
henat
Użytkownik
|
# Posted: 29 Cze 2009 13:58
Odpowiedz
Kilka znajomych anglistek bez powodzenia usiłowało uczyć własne maluchy po czym stwierdziły, że to się nie uda.
I teraz gwoli wyjaśnienia:
Mój angielski jest na poziomie zdanego przed laty (czyli w wersji łatwiejszej)FCE - b. Oczywiście mam zdecydowanie większy od córki zasób słów oraz wypowiadam się jak dorosły. Tu wszak mamy czteroipółletnią dziewczynkę.
Jagoda jest lepsza ode mnie pod względem swobody, naturalności oraz samodzielnego przyswajania nowych słówek i zwrotów. Oglądając anglojęzyczne programy na swoim poziomie, doskonale wyczuwa z kontekstu ich znaczenie. Podobnie zresztą jak przy polskim. (zainwestowałem 29 PLN w Polsat i polskojęzyczną telewizję dla dzieci praktycznie wykluczyłem).
Ideałem byłoby, aby korzystając z telewizji, internetu i książek, samodzielnie zgodnie z wiekiem rozwijała znajomość języka. Jak tylko mam okazję staram się o spotkania z anglojęzycznymi dziećmi (udało się dwa razy i wyszło super). A najfajniejsze jest to, że osiemnastomiesięczna Jagienka samorzutnie, równolegle z polskimi, zaczyna używać angielskich słówek.
Teraz - wracając do Twojego pytania: Sprawa jest na tyle złożona, że powinienem napisać sążnisty elaborat. Istota nauki polega na uprzedmiotowieniu języka obcego. Jeśli masz ochotę to zadzwoń - chętnie dokładnie wszystko opowiem.
Podstawą stała się bajka Goldilocks and the three bears. Potem inne klasyczne bajeczki w wesji Brit.C. (Red R.Hood, Jack and the beanstalk).
Do tego odpowiednio stosowane First impressions w obu wersjach językowych oraz Brainy Baby. Zdumiewające efekty Lippy and Messy.
Obecnie hity to Little Einsteins, Mister Maker, Big cook little cook oraz Numberjacks. Szkoda, że nie przepada za Tweennies.
(wymagana pokora - niektóre "kiepskie" materiały okazywały się hitami i odwrotnie). Fantastyczne supersimplesongs!!!
I jeszcze zasadnicza uwaga. Naukę języka obcego od maleńkości traktuję zupełnie instrumentalnie. Udowodniono, że dwujęzyczność bardzo wspomaga rozwój intelektualny dziecka (badania szwajcarskie i niemieckie o dzieciach z małżeństw mieszanych). Nie chodzi więc o dany język lecz o rozwój umysłowy. Gdybym potrafił to uczyłbym chińskiego, fińskiego albo jakiegoś narzecza egzotycznego ( angielski i tak się pozna do matury).
Pozdrawiam i huśtam łapę!
|
apollo
Użytkownik
|
# Posted: 2 Lip 2009 20:19
Odpowiedz
Drogi henacie odezwij się, maila Ci wysłałem ;)
pozdr.
apollo
|
MagdaM
Użytkownik
|
# Posted: 22 Wrz 2009 00:39
Odpowiedz
Cytat z książki Gordona Drydena i Jeannette Vos "Rewolucja w uczeniu", mówiący o rozwoju mózgu w pierwszych latach życia dziecka:
"W chwili urodzenia: Większość dzieci ma sto miliardów aktywnych komórek mózgowych, które wytwarzają około pięćdziesięciu bilionów połączeń z innymi komórkami.
Pierwszy miesiąc życia: Wraz z reakcją zmysłów dziecka na otoczenie tworzą się nowe połączenia synaptyczne – w oszałamiającym tempie dochodzącym do trzech miliardów na sekundę.
Pierwszych sześć miesięcy: Dziecko początkowo gaworzy, wydając dźwięki, które mogą należeć do wszystkich języków świata, lecz z czasem nauczy się mówić, używając tylko tych dźwięków i słów, które słyszy w swoim otoczeniu, a szczególnie od rodziców. Jego mózg odrzuci zdolność mówienia językiem, którego nie słyszy.
Osiem miesięcy: Mózg niemowlęcia posiada już około tysiąca bilionów połączeń. Od tego momentu liczba połączeń zacznie się zmniejszać, jeśli dziecko nie znajdzie się pod działaniem bodźców pobudzających wszystkie jego zmysły."
Henacie, wyposażyłeś swoje córeczki w sposób, którego w późniejszym wieku nie da się już osiągnąć. Zazdroszczę Ci intuicji, mi dopiero cytowany wyżej tekst otworzył oczy. Nie wpadłam niestety na taki pomysł, gdy moje dzieci były małe
|
dorotakonowrocka
Użytkownik
|
# Posted: 22 Wrz 2009 15:18
Odpowiedz
Słuchajcie, spokojnie To, ze ktoś nie nauczył się języka w pierwszych latach życia, naprawdę go nie przekreśla Można nauczyć się języka naprawdę przyzwoicie dopiero po studiach i mimo wszystko zarabiać na życie jego znajomością Nie czujmy się tak dogłębnie odpowiedzialni za życiowe szanse naszych dzieci, bo dostaniemy wrzodów żołądka ze zdenerwowania, a przecież i tak na końcu wszystko zależy od nich, od ich wyborów i ich życiowej werwy.
D.
|
lyzzy
Użytkownik
|
# Posted: 21 Cze 2010 19:38
Odpowiedz
MagdaM
Witaj MagdaM,
my też jesteśmy z Wrocławia ale dopiero zaczynamy edukację domową u naszych dzieci ( po wakacjach II klasa i zerówka). Chętnie nawiążę z Toba kontakt ( i z innymi rodzinami edukujacymi domowo we Wrocławiu).
Pozdrawiam serdecznie,
Ula
|
MagdaM
Użytkownik
|
# Posted: 22 Cze 2010 22:27
Odpowiedz
Witaj, lyzzy
Napisz do mnie: mmm/at/mailplus/dot/pl
Pozdrawiam i czekam na wiadomość
Magda
|