AIRBOT.NET LOGO
  ° Forum ° Odpowiedz ° Statystyki ° Rejestracja ° Szukaj °

AIRBOT.NET - FORUM / Edukacja Domowa / Edukacja domowa we Wrocławiu - przygotowania
. 1 . 2 . 3 . >>
Autor Wiadomość
apollo
Użytkownik

# Posted: 8 Cze 2009 19:24 ° Edytowany przez: apollo
Odpowiedz 


Witam Wszystkich na tym forum.

Jestem tu pierwszy raz i nijak nie mogę odnaleźć na forum informacji, czy ktoś organizuje, bądź myśli o ED we Wrocławiu.

Jeszcze się przedstawię: mieszkam z żoną we dwoje we Wrocławiu i mamy prawie rocznego synka. Temat ED nas zaintrygował i chcielibyśmy się przygotować do szkolenia za kilka lat. Do największych wad ED zaliczyłbym izolację od rówieśników, jednakże wożenie dziecka/dzieci na zajęcia dodatkowe wg. mija się z celem, bo to zbędne trwonienie czasu i pieniędzy, tylko po to, żeby dziecko było w gronie rówieśników.

Dlatego też szukałem miejsca w necie, na którym spotykają się osoby czujące ducha ED. Moja wizja to zebranie kilku rodzin i rozłożenia obciążenia opieki i edukacji. Jednocześnie można się specjalizować i zabiegać o dofinasowania. Tak przygotowane nauczanie ma sens i nie 'zajeździ' organizatorów ;).

Proszę o komentarze osób zainteresowanych Wrocławiem lub okolicami.

Pozdrawiam
apollo

Magda
Użytkownik

# Posted: 8 Cze 2009 20:26
Odpowiedz 


Uprzedziłeś mnie, apollo, z tym wrocławskim wątkiem. Od jakiegoś czasu przymierzałam się, aby zagadnąć, czy nie ma tu kogoś z Wrocławia.

Ja również czytam forum na razie jako zainteresowana tematem, bo moje dzieci mają dopiero 1 rok i 2,5 roku. Chętnie zapoznałabym się z rodzinami edukującymi domowo, chociażby tylko na razie przez Internet. Czy są we Wrocławiu lub okolicach rodziny, które już uczą swoje dzieci w domu? Czy może będę pionierką na Dolnym Śląsku? (Nie mam nic przeciwko byciu pionierką, ale doświadczenia innych są bezcenne.)

Apollo, co masz na myśli mówiąc o „rozłożeniu obciążenia opieki i edukacji”? Ja wyobrażam sobie, że wykształcony rodzic nie będzie miał problemu z materiałem pierwszych klas szkoły podstawowej. Dopiero ewentualnie w gimnazjum i liceum może zajść potrzeba skorzystania z pomocy innych nauczycieli. (Może się w tej kwestii wypowiedzą bardziej doświadczeni .

Magda

apollo
Użytkownik

# Posted: 8 Cze 2009 21:43
Odpowiedz 


Witam,

jednak ktoś jest !!!

Rozłożenie obciążenia rozumiem pod pojęciem możliwości jakie daje nauka kilku dzieci w ramach wspólnoty.
Widzę to mniej więcej tak: w ciągu tygodnia dzieci przebywają u coraz to innej rodziny (kwestie logistyczne na pewno da się dopracować).
W ramach wycieczek krajoznawczych (a te uważam za kluczowe w poznawaniu świata) łatwiej zorganizować wyjście do ciekawego miejsca.
Socjalizacja dzieci - chyba najważniejsze - styczność z innymi dziećmi, rodzicami, miejscami .

Na razie jestem teoretykiem, ale od czegoś trzeba zacząć.

Pozdrawiam
apollo

homeed
Użytkownik

# Posted: 8 Cze 2009 22:30
Odpowiedz 


Na Dolnym Śląsku są już pionierzy e.d. To chyba dobrze?!

Iza Budajczak

joasia
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 14:06 ° Edytowany przez: joasia
Odpowiedz 


My wprawdzie z Wrocławia nie jesteśmy, ale temat wspólnego uczenia nieco przerabialiśmy i... nie wyszło. Dlaczego? Bo okazuje się, że jak już ktoś myśli o ED to w sumie chce być "wolnym ptakiem", ciężko zmobilizować cudze dzieci, w grupie trudniej iść tempem dostosowanym do dziecka itp. Co innego spotykać się regularnie, a co innego "z doskoku" na wyjście do muzeum. Może komuś to wychodzi, ale u nas rozeszło się po kościach.

Zapraszam na nasz blog: http://edukacja-domowa.blogspot.com Zamieściliśmy tam co nieco naszych spostrzeżeń... Każdy będzie miał inne doświadczenia, ale może warto rzucić okiem?

Magda
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 14:51
Odpowiedz 


Osobiście chyba nie chciałabym brać na siebie odpowiedzialności za uczenie dzieci innych niż moje własne. Moje własne kocham i znam; obserwuję ich od urodzenia; wiem, w jakim tempie i w jakim stylu się uczą (różnych rzeczy). Moje własne dzieci uczę od samego początku (jeść łyżeczką czy bawić się grzecznie razem) i wprowadzenie materiału szkolnego będzie po prostu naturalną kontynuacją tego nauczania.

A poza tym, to chyba chcę być "wolnym ptakiem". Nie mam jednak nic przeciwko wspólnym wypadom i spotkaniom od czasu do czasu. Myślę, że dobrze będzie jak dzieci poznają inne dzieci, które uczą się w podobny sposób.

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 17:18
Odpowiedz 


Chyba dołączę się do tych spostrzeżeń o wolnych ptakach Zauważyłam też, że na "wycieczkach terenowych" trudno jest przykuć uwagę dzieci, gdy są inne dzieci, z którymi moje widzą się tylko np. raz w tygodniu - one po prostu dużo bardziej interesują się wówczas rzadko widywanymi kolegami niż tym, co chciałabym im pokazać.

Im bardziej coś wymaga od dziecka "wspięcia się na palce", dojrzalszego zachowania i spojrzenia, skupienia, tym łatwiej jest wszystkim zainteresowanym, gdy dzieci jest mało, a wskaźnik "dorosły na dziecko" jest wysoki. D.

dorotakonowrocka
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 17:25
Odpowiedz 


A, i jeszcze zauważyłam, że im bardziej chce się być unschoolerem, tym czujniej trzeba polować na te "momenty wrażliwe" dziecka, na jego zainteresowania, myślowe zaczepienia i już z własnym dzieckiem nie jest to wcale takie proste, a z cudzym na pewno dużo trudniejsze. I nie chodzi o samo zauważenie zainteresowania i podsunięcie pewnych dodatkowych materiałów i możliwości, ale też o to, że jednego zachęta zachęci, a drugiego speszy tak, że porzuci to, czym się zajmował. W przypadku własnych dzieci już się wie, jak który działa i kiedy któremu "psyche siada" , ale cudze dzieci znamy przecież mniej...

Ale mogę sobie wyobrazić kooperację dowożenia na zajęcia dodatkowe tudzież kooperację na przykład w przypadku organizacji jakichś zajęć sportowych. Pewnie też im bardziej model "szkolny", podręcznikowy, tym łatwiej.

joasia
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 18:46
Odpowiedz 


apollo
wożenie dziecka/dzieci na zajęcia dodatkowe wg. mija się z celem, bo to zbędne trwonienie czasu i pieniędzy, tylko po to, żeby dziecko było w gronie rówieśników.

Nie negowałabym całkowicie zajęć dodatkowych. Wiele z nich jest nie tylko okazją do spotkania "ze światem", ale również są bardzo twórcze. Trzeba tylko rozsądnie wybierać.

apollo
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 20:15
Odpowiedz 


Witam,

dziękuję za liczne spostrzeżenia.

Otóż jak najbardziej przychylam się do opinii wypowiedzianych przez poprzedniczki. Moje dziecko jest jeszcze zbyt małe, abym mógł swoje wizje skonfrontować z życiem (mojego maleństwa).

Jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe: nie neguję w żadnym razie zajęć dodatkowych, tylko neguję wysyłanie dziecka tylko po to, żeby mogło pobyć z innymi. Zapewne są takie zajęcia, które służą tym dwóm celom jednocześnie i jest to silnie zależne od dzieci/dziecka.

Co do wypadów: pamiętam z podstawówki, jak zbiorowo udawaliśmy się do lokalnych firm/fabryk i z bliska oglądaliśmy to, co byłoby niemożliwe, gdybym sam chciał się tam udać. Wysoki współczynnik ilości dorosłych do dzieci pewnie też jest wskazany.

Wszystko to sztuka kompromisów, jednakże dalej twardo obstaję przy tezie, że grupa rodziców (nawet niewielka) może więcej i ciekawiej 'sprzedać' świat dziecku.

Poza tym są takie sytuacje, gdzie po prostu nie da się zaaranżować czynności jednym dzieckiem ;), jak choćby wspomniane gry sportowe, zespołowe.

I tak jak zauważyła dorotakonowrocka dzieci interesują się sobą, czyli one tego potrzebują! W związku z tym zanim nastąpi dzień wypadu, mógłby wystąpić dzień wpolnej zabawy.

Moje wypowiedzi mogą wydać się zbyt optymistyczne, ale może ze mną jest jak z chińskim dzieckiem: bez problemu uczy się chińskiego, bo nie wie jakie to trudne ;).

Pozdrawiam
apollo

mamumilu
Użytkownik

# Posted: 9 Cze 2009 22:53
Odpowiedz 


Ja się odeżwę w takim razie - u nas organizowane są takie wspólne wypady - którys rodzic załatwia wejście do straży pożarnej np, jakąś grupówkę do miejsc gdzie się płaci za wstęp i wtedy kto chce, ten się dołącza. Każdy rodzic i tak zajmuje się swoimi dziećmi li i jedynie - oprócz ew. wykładu przewodnika. Poza tym spotkanie stricte edukacyjne nie sprawdziły się - w tym roku podejmowane były próby nauki języka, sztuki i po 2-3 spotkaniach rodzice rezygnowali. Za dużo czasu zajmuje dojazd, cała organizacja a dzieci w sumie bardzo mało z tego wynoszą - ani to nauka ani zabawa. Owszem spotkania w celach rozrywkowych,, sportowych bardziej - chociaż tez widzę, że jest to tylko kilka osób i to początkującyh, które jeszcze mają potrzebę szukania zajęć dodatkowych dla dzieci.


Ja też cenię sobie wolność i swobodę i wolę raczej dostosowywać sie do potrzeb moich dzieci i mojego programu niż do jakiejś grupy. Kazdy temat można opracować na rózne sposoby i dostosować do wymagań danego dziecka - w przypadku grupy zawsze trzeba iść na kompromis.
Poza tym i tak zawsze brakuje czasu na wszytko co by się chciało zrobic i trudno jest jeszcze znależć kilak godzin na takie spotkania. Często słyszę głosy matek - i to głównie ze Stanów, że muszą rezygnować z tych różnych spotkań, bo brakuje czasu - a u nich wybór jest duży

Myślę, że jak Ci dziecko podrośnie i przybędzie kolejne czy przybędą, to perspektywa Ci się zmieni

Healthy
Użytkownik

# Posted: 10 Cze 2009 00:18 ° Edytowany przez: Healthy
Odpowiedz 


Wtrącę swoje 3 grosze do tej bardzo ciekawej dyskusji.

Cieszę się, że u nas w domu edukacja indywidualna przeważa (tak dochodzi do 100% ). Dlaczego?

1) Ponieważ kiedy Aga ma pytanie to możemy na szukanie odpowiedzi poświęcić tyle czasu, żeby była usatysfakcjonowania (a przynajmniej się staramy). Gdyby było jeszcze kilkoro dzieci, to wówczas pytanie jednego dziecka może być ciekawe dla innych ale nie musi. Więc może się okazać, że albo porzucamy pytanie, ale zanudzamy pozostałe dzieciaki. Jest to problem, zwłaszcza, gdy są to nie moje dzieci i ich rodzice mają przecież jakieś oczekiwania.

2) Dalej: Jeśli dziecko zainteresuje się czymś, co każe nam trochę skręcić z wytyczonej drogi - mając to jedno dziecko spokojnie możemy to zrobić, jeśli jest kilkoro dzieci, które mają nauczyć się czegoś wspólnie i z jakiś powodów nie zainteresują się tą kwestią, to co mamy wówczas robić? W szkole nauczyciel po prostu "idzie dalej", ale nie po to dzieciaki uczą się w domu, aby ignorować te jakże ważne chwile wzbudzenia zainteresowania. Więc mając kilkoro dzieci "z jednego poziomu" mamy dylemat.

3) Każde dziecko jest w innym miejscu rozwoju. Wspólna nauka oznacza uśrednianie. Do tego dzieciaki uczą się na różne sposoby. Moja Aga lubi uczyć się historii leżąc na kanapie machając sobie nad głową nogami. Nie jest wzrokowcem, a raczej słuchowcem więc gada do siebie.

To są te trzy kwestie, które ja traktuję jako wady "wspólnej nauki" w ramach edukacji domowej.

Z drugiej strony brakuje mi na miejscu chociażby jednej rodziny edukującej w domu. I to najlepiej aby była to rodzina z dzieckiem w wieku mniej więcej mojej Agi. Można by było:

1) na żywo wymieniać się pomysłami;
2) zrobić coś razem raz na jakiś czas i to najlepiej do południa
3) W razie jakiś trudności (np. przy zrozumieniu jakiejś kwestii dajmy na to z chemii) podeprzeć się wiedzą zaprzyjaźnionej rodziny - chociaż tutaj problem rozwiązuje dobra relacja ze szkołą i nauczycielami.

Ale oczywiście to nie oznacza, że komuś "wspólna edukacja domowa" z podziałem na przedmioty "ja uczę tego a ty tamtego" - się nie uda. Jeśli ktoś ma takie przekonanie i możliwości to niech próbuje. Może wyjdzie. Ostatecznie z tego co wiem, dzieci Marii Curie były uczone francuskiego przez jej znajomego, natomiast ona uczyła fizyki i chemii nie tylko swoje córki.

pozdrawiam
Halina

iwka
Użytkownik

# Posted: 10 Cze 2009 18:18
Odpowiedz 


Zaczynajcie cos we Wrocku, to moze pokaze to moim znajomym. Jestem z Wroclawia, ale mieszkam w USA. Homeschoolingujemy od lat 6. Dzieci w wieku: 11, 9, 6.

Moje trzy grosze:

1. nie ma raczej szans na CODZIENNA integracja dzieci (inna rodzina, inny dom itp), polecam raz do dwoch razy w tyg. kiedy dzieci sa w wieku przedszkolnym, a kiedy juz w szkolnym to raz w tyg.; grupa powinna miec jasno okreslone cele, np. przyrodnicza lub geograficzna lub naukowa albo kombinacja (blokowanie tematow); powinien byc ustalony harmonogram zajec, liderzy lub koordynatorzy obejmujacy calosc jak i poszczegolne zajecia; najlepiej umowic sie na jeden semestr, potem zrobic podsumowanie i zdecydowac co dalej; czym wiecej rodzin i dzieci tym bardziej lepsza organizacja poinna pomoc;

2. przebywanie z rowiesnikami jest potrzebne, ale nie tak bardzo jak sie to by wydawalo; w warunkach polskich parki, place zabaw, rodzina, kolka tematyczne wystarcza w zupelnosci

3. wypady wspolne wychodza, jesli dzieci sa "przeszkolone" co do celu wypadow i jesli maja cos konkretnego do zrobienia, np w zoo maja znalezc wszystkie zwierzaki pochodzace z terenow pustynnych, a ogrodzie botanicznym rosliny o podobnym ksztalcie lisci itp (oczywiscie nalezy to zmodyfikowac odpowiednio do wieku dzieci, przygotowac mini program itp); z reguly, kiedy wiadomo, ze po czesci bardziej oficjalnej nastapi czesc zabawowa (rowniez uzyteczna), to dzieciaki sie sprezaja i sa bardziej uwazne;

pozdrowka i powodzenia

nasz blog homeschoolingowy:
http://majorchangeacademy.wordpress.com

MagdaM
Użytkownik

# Posted: 11 Cze 2009 12:24
Odpowiedz 


Witam wszystkich.
Zaglądam na forum od jakiegoś czasu, ale pierwszy raz włączam się do dyskusji. Jestem z Wrocławia i właśnie załatwiam e.d. dla moich dzieci - Melanii (kończy V klasę) i Staszka (kończy II klasę). W rozmowie z p. Budajczakiem pytałam, czy zna rodziny z Wrocławia lub okolic uprawiające e.d., ale wiedział tylko o rodzinie z lub spod Milicza. Też jestem bardzo zainteresowana nawiązaniem kontaktów, bo oprócz ogromu entuzjazmu przeżywam chwile niepokoju, a nawet paniki, jak damy sobie radę. Przychylam się do wizji bycia "wolnymi ptakami", kontakty wyobrażam sobie raczej jako wymianę doświadczeń i, jeśli dorośli i/lub dzieci zapałałyby do siebie sympatią, widzę po prostu możliwość zawarcia nowych znajomości, podpartych wspólna pasją.
Mam nadzieję, że pojawi się tu więcej zwolenników e.d. z Dolnego Śląska.
Pozdrawiam wszystkich
Magda

apollo
Użytkownik

# Posted: 11 Cze 2009 13:31
Odpowiedz 


Wasze opinie zmieniły nieco moje mniemanie nt ED.
Argumenty za tym, żeby wykorzystać ED do bycia bardziej wolnym od więzów rutyny lub jakiejkolwiek jurysdykcji kompromisów uważam za bardzo przekonywujące i przyjmuję za własne.

Jeśli chodzi o same spotkania dzieci/rodziców:
polecam raz do dwoch razy w tyg. kiedy dzieci sa w wieku przedszkolnym, a kiedy juz w szkolnym to raz w tyg. to bardzo rozsądne podejście i z wcześniejszych postów wynika, że wystarczające.

Oczywiście wszystkie założenia biorą pod uwagę indywidualizm dziecka i jego rodziców .

Mam nadzieję, że pojawi się tu więcej zwolenników e.d. z Dolnego Śląska.
ja też mam taką nadzieję i liczę, że chętne dusze się ujawnią .

Pozostaje jeszcze kwestia rozpoczęcia nauki w wieku 6 lat. Mam bardzo mieszane uczucia co do tego pomysłu: wizja szkoły z całą jej rutyną rok szybciej niż to było drzewiej jest odrobinę rzecz biorąc przytłaczająca. Zgadzam się też z Min. Oświaty, że dzieci dojrzewają szybciej (temat na osobną dyskusję) i zapędzenie ich do szkoły jest logicznie uzasadnione, ale... diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach...

Dlatego ED jawi mi się jako forma miękkiego wejścia mojego potomstwa w życie mimo przeciwności ze strony tego drugiego.

Chciałbym z tego miejsca zapytać praktyków: czy jest coś istotnego, co odróżnia dzieci uczone w sposób standardowy? (pomijam większą więź z rodzicem, bo to naturalne)?

pozdrawiam
apollo

. 1 . 2 . 3 . >>
Twoja wypowiedź
Pogróbiony  Kursywa  Podkreślenie  Obraz  Link  Wyłącz BB code *Co to takiego?
:) ;) :up: :down: :lol: :confused :cool: :sad: :shame: :smirk: :tongue: ... Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać wiadomości. Podaj poprawnie swój login i hasło, lub najpierw się zarejestruj.
 

Reklama i Sponsorzy:
Wydawnictwo Świat Baśni, well-com, angielski dla firm, fotograf ślub kraków, szkolenia integracyjne, Programy iPhone/iPad
Wygenerowane przezminiBB forum software © 2001-2010 projektowanie stron system cms jakub wisniewski weblog